„Sprawa Madzi” a przedszkolaki

Strona główna » Temat » „Sprawa Madzi” a przedszkolaki

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka „Sprawa Madzi” a przedszkolaki

Przedstawiamy1 wpisy (z4 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3252

    Ze zgrozą wysłuchałam dziś „dowcipu” przyniesionego przez córkę z przedszkola. Nie przytoczę go ze względów cenzuralnych, nadmienię tylko, że dotyczył tragicznej śmierci Madzi z Sosnowca. Nie wiem, kto te głupoty rozpowszechnia i po co, ale szczególnie boli mnie, ze już małe dzieci ulegają tej głupiej medialnej komedii. Próbowałam wyjaśnić córce, że cała ta sprawa jest smutna, ze umarła mała dziewczynka a jej rodzice płaczą, jednak na moim słodkim maleństwie nie zrobiło to wrazenia. Wrażenie za to zrobił wulgarny dowcip i powtarzana jak mantra pointa tego pseudo – kawału. Jestem wstrząśnięta i bezradna a na własne dziecko patrzę jak na małego potwora. Może macie jakiś pomysł, co z tym zrobić? Może ktoś miał podobny przypadek?

    #4060

    Witaj Iga, rozumiem ten problem, bo moje dzieciaki też przynoszą z podwórka różne mało zabawne komentarze. Kilka dni temu byłam nawet świadkiem zabawy „w Madzię”. Dzieci ustawiały role, kto ma być mamą, kto tatą, wszyscy chłopcy chcieli być Rutkowskim a zmarłą dziewczynkę miało grać najmłodsze z nich. Podobnie jak ty byłam przerażona i również bezsilna. Próbowałam coś tłumaczyć, ale moje komentarze nie miały takiego przekonania, jak te płynące z telewizora. Też mam pytanie – jak nie pozwolić odczłowieczyć naszych dzieci, jak chronić je przed podobnymi historiami?

    #4061

    Dzięki, dziewczyny, za wywołanie tego tematu. Włączę się do dyskusji z dwóch powodów – po pierwsze jestem tatą, po drugie nauczycielem i zarówno w domu jak i pracy temat „Madzi” mnie dopadał. Ostatnio, dzięki Bogu, nieco się wyciszyło, ale były dni tak gorące, że lekcji prowadzić się nie dało. Z niewybrednymi dowcipami, owszem, spotkałem się. Jednak obserwowałem też u młodzieży (uczę w szkole średniej)wysoki poziom odpowiedzialności i rozsądku. Dowcipnisie byli surowo karceni, odwracano się do nich plecami, bojkotowało ich towarzystwo. Takim postawom przyklaskiwałem. Natomiast w domu mój pięciolatek plótł czasem jakieś zasłyszane na podwórku androny, jednak totalna ignorancja z naszej strony powodowała, że za chwilę zmieniał temat. Uznaliśmy z żoną, że to najlepsza broń jaką dysponujemy w naszym rodzicielskim arsenale. Dołożyliśmy do tego nakaz omijania wszelkich dyskusji w domu na ten bulwersujący temat. Pomogło.

    #3253

    Wolałbym, abyśmy nie biegli jak przysłowiowe barany za „sprawą M.”, bo czynimy dokłanie to samo, co ci, których krytykujemy. Proponuję całkowity bojkot tematu a ciężar dyskusji przerzucić na rolę mediów w życiu rodziny.

Przedstawiamy1 wpisy (z4 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.