Rozmowa z dziećmi o seksie

Strona główna » Temat » Rozmowa z dziećmi o seksie

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Rozmowa z dziećmi o seksie

Przedstawiamy1 wpisów (z14 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3166

    Jak często należy z dziećmi rozmawiać o seksie? Kto to powinien robić, czy lepiej, żeby z córką rozmawiała mama, a z synem tata?

    #3894

    Właśnie ukazal się artykuł w GW mówiący o tym, że gimnazjaliści uprawiają seks, ale uczą się go od rówieśników i z internetu. Co piąty rodzic przyznaje się do tego, że nie potrafi rozmawiać z dziećmi o seksie i oczekuje, że zrobi to dla niego szkoła…To trochę zatrważające…
    Pełny artykuł http://wyborcza.pl/1,75478,9100746,Obowiazkowe_lekcje_seksu_.html

    #3895

    Internetowe chat roomy, imprezy z nocowaniem dla chłopców i dziewcząt, reality TV. Tematów do rozmowy jest więcej niż kiedykolwiek przedtem.

    W temacie polecam książkę Sharon Maxwell, doktor psychologii, – wydaną w lutym 2010 roku.

    #3958

    Dziękuję za polecenie książki. Rzeczywiście bardzo wartościowa. Rozmowy z nastolatkami na temat seksu są dość trudne. Oni twierdzą, że to już wiedzą i nie chcą nawet zaczynać tematu. Dlatego ważna jest autentyczność i podejście rodziców do własnych spraw seksualnych i emocjonalnych. To chyba jedna z podstawowych rzeczy, które przekazuje książka. Równiez gorąco polecam.

    #3973

    Nie mam tej książki… muszę ją nabyć… a właśnie moja nastoletnia córka wybiera się pod namioty z przyjaciółmi… Może mógłbym poprosić o jakieś szybkie rady jak ten temat poruszyć… by nie skończyło się tylko na pustym monologu…

    #3974

    W książce Pani Maxwell sugeruje, aby po pierwsze pamiętać o szacunku i pamiętać, że pewnie nasze nastolatki mają już sporą wiedzę w tym zakresie. Wygłaszanie kazań trafi w próżnię.

    Proponuje ona, aby zacząć rozmowę o seksie jako o temacie, który jest związany z warunkiem koniecznym do przetrwania życia na ziemi. To pomaga, bo jest elementem zaskoczenia. Dzieci nie spodziewają się rozpoczęcia tego tematu z tej strony. Z elementem przetrwania wiążą się nasze popędy, pociąg seksualny do drugiej osoby… To sprawia, że dziewczyny chcą wyglądać sexy… i pewnie Pana córka też bardzo tego chce i może jej Pan powiedzieć, że tak właśnie wygląda.
    Ale jednocześnie jesteśmy ludźmi i to my zarządzamy naszymi emocjami jak np. złością. Z byciem sexy wiąże się też odpowiedzialność za naszą postawę a seks wiąże się z miłością i odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Możemy porozmawiać również o różnicy między miłością a pożądaniem.

    Autorka sugeruje, aby nie dać się zwieść kategorycznym opiniom nastolatki, która gdy tylko wyczuje temat wygłosi coś w rodzaju: no daj spokój, znam to już wszystko świetnie ze szkoły! Bo tak naprawdę jeśli nasza rozmowa nie będzie właśnie głoszeniem kazania to dzieci są bardzo głodne rozmowy w tym zakresie.

    #3982

    Witam 🙂
    Wznawiając temat, może ja powiem, jak to jest w przypadku moich rozmów z dziesięciolatkiem. Zaczęło się od kilku artykułów przeczytanych w sieci, na temat wczesnej inicjacji seksualnej dzisiejszych nastolatków. Byłam przerażona widząc, że już 11 latki mają za sobą ten „pierwszy raz”. Bałam się, ze syn dowie się bzdur w szkole, od kolegów, albo obejrzy u kogoś film pornograficzny czy tego typu gazetkę i sam sobie wyrobi zdanie na temat tego czym jest seks i jak wygląda. Zgroza. Zaczęło się od pytań, czy wie, czym jest seks, czy widział już gdzieś filmy lub gazety z parami, które go uprawiają. Nie do końca wiedział, natomiast filmów takich nie oglądał.Widział za to panie z gołymi piersiami. Nie poszło tak źle, bo o seksualności i budowie ciała rozmawiamy odkąd pamiętam. W każdym razie ja wyjaśniłam to mniej więcej tak: seks, to dopełnienie miłości. Jeśli Mężczyzna z kobietą bardzo się kochają, opiekują sobą w razie choroby albo po ciężkim dniu, jeśli są dla siebie ważni, wtedy pojawia się seks. Mój syn wie już, czym jest penis i „psiocha”, bo o to pytał wcześniej (mamo, a dlaczego rano mój ptak stoi? – dlatego, ze w nocy napływa do niego dużo krwi i oznacza to, że jesteś zdrowy. A po co jest twardy? – bo jak będziesz już starszy i będziesz się kochać ze swoją dziewczyną, to musi być twardy, żeby udało mu się wejść do dziurki w psioszce, którą ma dziewczyna i przez którą również rodzą się dzieci itp). Tak więc mój syn wie już, czym jest penis, po co jest czasem twardy i jak to technicznie może wyglądać. Zapytał tylko raz, odpowiedziałam mu najlepiej jak umiałam i więcej nie podnosiliśmy tego tematu. Myślę, że jeśli znów coś go zaciekawi, zapyta. Na tym mi najbardziej zależy. Takie podejście może być odebrane bardzo różnie. Ale naprawdę słyszałam rozmowy chłopaków z jego klasy, pamiętam swoje dzieciństwo i z całą pewnością wolę, żeby dowiedział się tego ode mnie, niż z innych źródeł.

    #3983

    natomiast jeśli chodzi o rozmowę z dziewczynkami, mogę przytoczyć to, co mówiła mi o dojrzewaniu mama. Niestety nie pamiętam, ile miałam wtedy lat (około 9-10?). Mama posadziła mnie w kuchni na blacie i zaczęła od tego, że niedługo pewnie dostanę pierwszą miesiączkę. Powiedziała, że każda dziewczynka ma w sobie takie jajeczka, dzięki którym będzie mogła zostać później mamą. Że na razie są one niedojrzałe, jak owoce, najpierw zielone, potem dojrzewają i zmieniają barwę i wielkość. Kiedy dojrzeją, co miesiąc zacznie z nich lecieć krewka. Ale to bardzo dobrze i oznacza to, że moje jajeczka są dojrzałe natomiast ta krew znaczy, że każdego miesiąca zmieniają swoje „ubranko” na nowe. Tak, jak wąż czasem zrzuca skórę, a pod spodem ma nową, błyszczącą. Trochę to abstrakcyjne, ale dla mnie było ważne i pamiętam, że wszystko wtedy zrozumiałam. Po jakimś czasie dostałam miesiączki i była dalsza część rozmowy. Z tym, że mama nie miała odwagi wytłumaczyć mi, jak zbudowany jest chłopiec, a jak dziewczynka, dlatego kupiła mi wtedy Encyklopedię Wychowania Seksualnego, odpowiednią do mojego wieku. To tam pierwszy raz zobaczyłam, jak wygląda penis, czym jest stosunek seksualny, jak jestem zbudowana dokładnie w środku. Potem była tylko rozmowa, że seks nie jest tylko aktem, jak u zwierząt, że ludzie się kochają i dopiero wtedy uprawiają miłość. Bbrakowało natomiast szczerej rozmowy o antykoncepcji :/ Myślę, że wiek 14, 15 lat był wtedy na to najodpowiedniejszy. W każdym razie, jestem wdzięczna mamie, że nigdy się przede mną nie chowała, nie zakrywała piersi czy pupy wychodząc czasem z łazienki po kąpieli lub ubierając się rano. Wiedziałam, jak wygląda prawdziwa kobieta, że jej piersi nie są napompowanymi balonami, jak w gazetach, że pupa nie jest idealnie gładka a brzuch płaski, a mimo to mama się mężczyznom podoba i jest kochana. To ważne doświadczenie. Dlatego ja też nie ukrywam się przed moim synem, czasem nawet zajrzy do łazienki w czasie mojej kąpieli, żeby coś z niej zabrać czy umyć ręce i widzę, że zupełnie nie zwraca na mnie uwagi, ani nie przygląda się mojemu ciału. Jasne, że nie będę tak paradować wiecznie i pewnie jeszcze w tym roku zacznę się w łazience zamykać, ale do tej pory było i jest ok. Nie wiem, co o tym myślicie?

    #3985

    Z radochą obserwuję tę dyskusję. I wiecie co? Każda forma rozmów z dzieciakami o seksie jest dobra, najważniejsze żeby była. Odwołując się do własnych doświadczeń mogę podać rewelacyjny przepis na skuteczne uświadamianie. Ja swoich synów często zabierałem do rodziny na wsi. Chłopcy od najmłodszych lat obserwowali kopulujące zwierzaki, asystowali przy porodach młodych świnek, piesków, wykluwaniu kurcząt itp. Rozród i czynności go poprzedzające stały się dla nich czymś absolutnie normalnym i naturalnym, nie budzącym niezdrowych emocji. Za każdym razem, gdy obserwowali akt zapładniania, opowiadałem im historyjki o miłości tych zwierząt, ich wzajemnej wierności, i radosnym oczekiwaniu na potomstwo. Dzieci też niecierpliwie czekały na kolejnego cielaczka czy kociaczka i były przeszczęśliwe, gdy mogły uczestniczyć w cudzie narodzin. W naturalny sposób reprodukcję zwierząt przenosiłem na nasze ludzkie w tym temacie potrzeby, i dzięki temu seks i miłość stały się dla moich chłopaków synonimami. Dziś obserwuję moich prawie dorosłych synów i cieszy mnie, z jakim szacunkiem odnoszą się do swoich pierwszych dziewczyn i jak odpowiedzialnie traktują erotyzm.

    #3986

    Oburzenie mnie bierze na Wasze wpisy. Mnie nikt nie uświadamiał, a jak przyszła pora to wiedziałam jak urodzić. I, dzięki Bogu, doczekałam się trzech córek. Te rzeczy wie się instynktownie, opowiadanie o piśkach czy zwierzęca pornografia są czymś niegodnym i obrzydliwym. Uważam, że przyzwoici ludzie uczą dzieci przede wszystkim szacunku dla drugiej osoby, uczciwości i wierności a nie zbezeceństw. Właśnie przez to nowoczesne seksualne wychowanie tyle zdrad i rozwodów a rodzinne wartości nic nie znaczą. Ludzie, w imię Boga opamiętajcie się.

    #3989

    Pani Jarosławo,
    Rozumiem, że sama również wiedziała Pani, jak zbudowany jest penis i jądra, pochwa i macica, że doskonale sama instynktownie wiedziała Pani, czym jest menstruacja i czemu służy, oraz co to jest antykoncepcja, przed czym chroni i jak ją stosować? Ciekawa jestem, jaki jest Pani stosunek do instytucji lekarza ginekologa, oraz czy uważa Pani,, że seks służy tylko prokreacji czy również wyrażaniu swojej miłości do drugiej osoby i oddawaniu się jej całym sobą? Natomiast jeśli chodzi o zdrady czy rozpady związków w dzisiejszych czasach, myślę, że bardziej bierze się to z lenistwa i braku chęci nad pracowaniem przy budowaniu wspólnego życia i trochę z ogólnego przyzwolenia środowiska na tego typu rzeczy, niż z tego, ze ludzie są bardziej świadomi i swoją wiedzę przekazują potomstwu. I jeszcze jedno – jeśli sama kieruję się wartościami rodzinnymi, jeśli miłość i szacunek dla drugiego człowieka są dla mnie sprawą priorytetową, to dla mojego dziecka też będą. Niezależnie od tego, czy przekażę mu tą wiedzę mówiąc o psioszce i penisie, o niedojrzałych jajeczkach w brzuszku czy pokazując miłość zwierzaków i ich maleństwa, które są owocem tej miłości. Pozdrawiam 🙂

    #3992

    Cha,cha,cha… Pani Jarosławo, ubawiłem się sednie. Ja stary sądziłem, że perwersje seksualne w stylu „po cichu, po ciemku, po bożemu” dawno zostały wyparte przez bardziej wyrafinowane metody dawania rozkoszy. A tu proszę, niespodzianka. Poprosiłem swoją partnerkę życiową, abyśmy zrobili to metodą zielonego szczypiorka. Założyliśmy długie koszule, zgasiliśmy światło i szczelnie otulili kołdrą. Co się działo pod kołdrą, rzecz jasna pisał nie będę, ale jedno powiem – nieźle kręci. Nic dziwnego Pani Jarosławo, że tak skrzętnie broni Pani tajemnic alkowy przed swą zbożnie poczętą gromadką, toćby dopiero dzieciska się dziwowały!
    A teraz poważnie – rzeczywiście myślałem, iż seksualna edukacja zaszła już dostatecznie daleko, by tego typu poglądy zeszły do lamusa. I z ogromną przykrością czytam podobne, proszę o wybaczenie, bzdury. I nawet nie chce mi się wyjaśniać dalej, bo i po co? Mądrzy wiedzą, a tych pozostałych nie przekonam. Wolę spędzić wieczór pod kołderką z ukochaną kobietą. Kłaniam się z uszanowaniem i znikam…

    #3994

    Rodziny jeszcze nie założyłam, choć wszystko jest na dobrej drodze. Za 5 miesięcy przyjdzie na świat nasz dzidziuś i z obecnie jeszcze narzeczonym chłoniemy wszelkie informacje na temat j25kcjonowania rodziny. Chcemy być wzorowymi rodzicami, choć różnorodność prezentowanych tu na forum poglądów wychowawczych nieco nas zbija z tropu. Rozumiem, że edukacja seksualna jest potrzebna, choć jakoś bliżej mi do poglądów głoszonych przez Panią Jarosławę. Pochodzę z małego miasteczka, z rodziny o mocno tradycyjnych j25damentach, i nie wyobrażam sobie mojej mamy biegającej nago po mieszkaniu czy opowiadającej mi o narządach rozrodczych. O ojcu nie wspomnę. Stąd wiem, że moje z dzieckiem rozmowy o „tych” sprawach będą…właśnie, jakie? Czy będę potrafiła na głos wypowiadać słowa, których nawet w myślach nie wolno mi było. Teraz z narzeczonym, mimo iż sprawiliśmy sobie ciążę, pewnych rzeczy nie nazywamy, pewnych kwestii nie poruszamy, jest to dla nas żenujące. Wiem, to głupie, jednak na prowincji tak właśnie wygląda edukacja seksualna. Nikt nie wstydzi się wulgaryzmów i świńskich kawałów, za to każdy normalnej rozmowy o intymnych potrzebach. Pokonać tę barierę będzie bardzo trudno i czasami myślę, że trzeba kolejnych pokoleń, aby normalne stało się normalnym. Podoba mi się pomysł z motylkami i zwierzaczkami, jednak w którymś momencie trzeba będzie uwagę przekierować na ludzkie sprawy. I tu chyba raczej spłonę ze wstydu, niż wymówię krępujące mnie słowa. Poradźcie mi, jak pokonać ten opór, bo chciałabym zawczasu przygotować się do roli wyedukowanej mamy. Pozdrawiam wszystkich, i tych „za” i tych „przeciw”.

    #3167

    Oj Basiaku, ciężka droga przed Tobą 😉 pierwsze pytanie brzmi – czy Twój przyszły mąż wychowany został podobnie jak Ty, czy ma może lżejsze podejście do tematu? Bo jeśli tak, jak Ty, będzie Wam na początku podwójnie ciężko. Ale na pewno sobie poradzicie 🙂 Przede wszystkim nie starajcie się być „wzorowi” i żyć według podręczników, poradników i dobrych rad mam, cioć i babć. Sama będziesz wiedzieć, czego potrzebuje Twoje dziecko i zawsze działaj instynktownie i w zgodzie z samą sobą.
    Do rozmów o seksie macie jeszcze sporo czasu, dlatego na pewno zdążycie się najpierw sami oswoić z tematem. Nie mam złotego środka, ale myślę, ze najpierw sami musicie znaleźć sobie nazwę na Wasze „narządy płciowe” i powinna to być nazwa, którą spokojnie wymówicie. Może być nawet z elementem żartu. Mnie bardzo podpasowała psiocha i ptak, a podłapałam te nazwy od swojej teściowej, dopiero po urodzeniu syna (wcześniej z ogromnym zażenowaniem mówiłam cipka i penis lub fiutek). Psiocha jest fajna, śmieszna i sympatyczna 😀 Nie ma w niej nic zdrożnego. A ptak, jak to ptak. Dynda na jajkach 😛 To samo z piersiami. Ja mówię cycki, co może nie jest najsubtelniejsze, ale łatwo wszystkim nam przechodzi przez gardło. Moja znajoma używa sformułowania” cysie”. Miesiączka od zawsze jest miesiączką lub okresem. I tyle z anatomii 🙂 Ale dla Was psiocha równie dobrze może być cipką, myszką, malinką czy Kasią, a ptak pisiorkiem, glistą albo Karolkiem. Inwencja twórcza dozwolona po całości. Mam koleżankę, która psiochę nazywa Stefanią 😉 jeśli sami nauczycie się rozmawiać o Waszych ciałach, rozmowa z dzieckiem przyjdzie Wam naturalnie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ludzkie ciało jest piękne, a w przejściu nago po pokoju (nie w celowym obnażaniu, bo trzeba to wyraźnie oddzielić) nie ma absolutnie nic zdrożnego. Natomiast przechodzić z tematu zwierzaków na ludzi nie jest tak ciężko. Np dziecko widzi w zoo słonia, któremu między nogami wisi penis. To oczywiste, ze zapyta co to. Wtedy mówisz co (ptak, penis itp) i tłumaczysz, że ma go każdy chłopiec. Dziewczynki za to mają psioszki (czy coś innego) i tym głownie różnią się od chłopców. Dalej samo się potoczy 🙂 Na pewno nigdy nie możecie spłonąć rumieńcem i nie odpowiedzieć nic, bądź skierować rozmowę na inny temat, bo dziecko będzie przekonane, że fizyczność to coś złego, obrzydliwego i może to mieć w przyszłości kiepskie konsekwencje. Dacie radę 😀

Przedstawiamy1 wpisów (z14 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.