Rodzeństwo się kłóci

Strona główna » Temat » Rodzeństwo się kłóci

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Rodzeństwo się kłóci

Przedstawiamy1 wpisów (z13 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3160

    Czy rodzice powinni ingerować w kłótnie pomiędzy swoimi dziećmi?

    #3951

    Czekałem na rozwinięcie tego tematu, bo na co dzień doświadczam ostrej rywalizacji między moimi synami. Próbowałem różnych sposobów jak łagodzić spory między nimi… Niestety często, może za często interweniuję…bo konflikty są bardzo ostre z rękoczynami…

    Chętnie poczytam dobre rady innych rodziców, którzy mają podobne wyzwania…

    #3970

    Pani psycholog w przedszkolu moich dzieci poradziła, żeby nie ingerować w kłótnie dzieci dopóki nie zagrażają one bezpieczeństwu i nie dochodzi do rękoczynów.
    U nas była taka sytuacja, że zawsze jedno dziecko bardziej prowokowało kłótnie, a nawet bójki niż drugie. Jeżeli dochodzi to takiej sytuacji należy nie strofować tego którego jest wina, nie dawać kar a skupić się na tym, które jest poszkodowane. Dzieci często są agresywne w stosunku do rodzeństwa lub rówieśników, bo chcą wzbudzić zainteresowanie rodziców. I nie należy dopuszczać do tego, aby ten ich cel został spełniony.

    #4008

    Ja jak byłem małym chłopcem, bardzo często biłem się z rodzeństwem. Mam dwie siostry, starszą o rok i młodszą o 4 lata. Nasze kłótnie i wojny czasami naprawdę źle się kończyły, np zdartym paznokciem u reki, siniakami na całym ciele. Nie były to kontuzje wywołane specjalnie, niektóre były bardzo przypadkowe. Zawsze w takich sytuacjach kiedy jedno z nas zaczynało płakać drugie natychmiast zaprzestawało „agresji” i z piskiem krzyczało „babciu, babciu, coś się stało” i potem zawsze się godziliśmy 🙂

    #4012

    Mam siostrę starszą o 11 lat. Nie spędziłyśmy ze sobą dużo czasu, bo kiedy miałam niecałe 7, siostra wyprowadziła się z domu. Mimo tak dużej różnicy wieku, już wtedy potrafiłyśmy ze sobą walczyć. Uważam, że rodzice powinni wtrącać się w kłótnie, jeśli dochodzi do rękoczynów dziecka dużo silniejszego nad słabszym, lub jeśli równe siłą dzieci zaczynają robić sobie krzywdę (drapią do krwi, uderzają się po twarzy itp.) W innych sytuacjach wszystko powinno ucichnąć samo, a problemy dzieci powinny rozwiązać między sobą, lub iść z nimi, wspólnie, do rodziców.

    #4037

    ja tez uwazam, ze lepiej zostawic bieg wydarzen samym dzieciom, o ile nie jest to niebezpieczne. Jednak warto zaszczepic im jak powinni konczyc kłotnie. Nie zawsze chca przepraszac, godzic sie. Ostatnio probuje nauczyc moje dzieci, zeby nie przychodzily do mnie ze swoimi prenetsjami, ale zeby mowily o swoich uczuciach jeden drugiemu. To dla nich trudne, ale powoli sie wdrazaja.

    #4039

    niestety nie zawsze dzieci potrafią rozwiązać konflikt same. czasami nie potrafią się pogodzić, obrażają się na siebie, nawarstwiają się stare sytuacje. Myślę, że jednak rodzice powinni je nauczyć umiejętności godzenia się…

    #4040

    Jak zawsze myślę, że najlepszy jest balans pomiędzy koniecznością zrozumienia „o co poszło?”, a pozwoleniem na „spróbujcie dogadać się sami”. Czasami uruchamia się najstarszy syn (18 lat) wchodząc w rolę mediatora miedzy najmłodszymi (6 lat i 1,5 roku)- bo to tu najwięcej konfliktów o zabawkę , książkę, miejsce, jogurt, etc. – z autorytetem nie mniejszym niż nasze. Myślę, że to pozwoli w przyszłości jak już będą dorośli – kiedy nas zabraknie :dry: – na to by nadal ze sobą rozmawiali. Ja niestety jestem przykładem dziecka mającego czworo rodzeństwa i kilkanaście lat po śmierci rodziców ciężko nam – rodzeństwu – na trudne tematy – inne niż co słychać – pogadać.

    #4041

    Witam, zgadzam się z Panem co do pierwszego zdania. Sam się na tym złapałem, że my współcześni staramy się mieć nasze dzieci cały czas zaopiekowane nie zostawiając im czasem dostatecznej przestrzeni na wyjście z impasu… od razu interweniujemy. Odkryłem również kiedyś, że nasze dzieci specjalnie wywołują konflikty, gdy my chcemy spokojnie usiąść bowiem widzą, że tym przykuwają naszą uwagę, której im nie okazujemy… gdy się bawią spokojnie!

    #4050

    Hej!

    nasze dzieci (córka 7 lat i syn 5 lat) tłuką się na okrągło. A i jeszcze drą się wniebogłosy. A potem to bywa różnie – albo jakoś sobie poradzą (zwykle córka pełni rolę negocjatora) albo przybiegają. Posługujemy się metodą Ginota (Mazlich/Faber) i pytamy ich zawsze (to jak mantra) o to by „czy powiedziałaś/eś jej/jemu, że nie chcesz/że boli/ że ci się to nie podoba”. To na prawdę działa! Teraz coraz mniej do nas przychodzą (w zasadzie tylko w przypadku gdy na prawdę zabolało).

    Acha i zawsze (przynajmniej u nas) skuteczna jest metoda – nie połajanki dla agresora ale zaopiekowanie się „napadniętym”. Wtedy ta druga strona widzi, że agresja nie popłaca bo:
    1. nie otrzymuje zainteresowania
    2. druga strona otrzymuje zainteresowanie

    Alek

    #4052

    Hej!
    Acha i zawsze (przynajmniej u nas) skuteczna jest metoda – nie połajanki dla agresora ale zaopiekowanie się „napadniętym”. Wtedy ta druga strona widzi, że agresja nie popłaca bo:
    1. nie otrzymuje zainteresowania
    2. druga strona otrzymuje zainteresowanie
    Alek

    Bardzo mi się podoba!

    #4055

    Absolutnie się zgadzam też to przećwiczyliśmy… i jeszcze jedno. Wprowadziliśmy zasadę, że zaczęliśmy zauważać i doceniać sytuacje, gdy bawią się razem spokojnie a nie tylko reagować jak jest wojna… i okazało się to również bardzo skutecznym narzędziem!

    #3161

    Rodzenstwo się kłóci ponieważ:
    a/ rywalizuje między sobą
    b/ rywalizuje o względy rodziców.
    Dobrze byłoby zweryfikować, jaki rodzaj kłótni uprawiają dzieci. Jeżeli konflikt dotyczy typowo dziecięcych spraw, należy inwigilować go z pewnej odległości i pozwolić dzieciakom na samodzielne załatwienie sprawy. Wkraczamy dopiero wtedy, gdy dochodzi do eskalacji i niebezpiecznych zachowań. Szczenięce kłótnie to swego rodzaju zaprawa przed dorosłością, to nauka rozwiązywania konfliktów, badania granic przeciwnika, sprawdzania, na ile jeszcze mogę sobie pozwolić. To również sprawdzian fizycznych możliwości. Bijatyki między rodzeństwem, zwłaszcza między chłopcami, to forma zapasów, trenowania uiejętności walki i rozwijania siły. Obarczeni jesteśmy ewolucyjną spuścizną pochodzącą z czasów, gdy mężczyzna był wojownikiem. Współcześni chłopcy w ten sposób rozwijają swoją męskość i fizyczną tężyznę. Na pytanie cioci, co robicie na dużej przerwie, Marek – syn serialowego Czterdziestolatka – odpowiedział „jak to co, lejemy się!” W kontrolowanych warunkach należy pozwolić im na to.
    Jeżeli jednak dostrzegamy rywalizację o względy rodziców, znaczy, iż dzieci (lub jedno z nich) czują się traktowane nie równo. Jest to wprawdzie odczucie subiektywne, rodzice mogą bardzo starać się o zachowanie równowagi w obdarzaniu względami wszystkich z rodzeństwa, pamiętajmy jednak, że świat nie jest taki jaki jest, tylko taki jakim go widzimy. Skoro dziecko odczuwa niesprawiedliwość, należy to uszanować, uznać za fakt i wprowadzić program naprawczy. Zdaję sobie sprawę, że z poziomu własnej subiektywności trudno będzie dostrzec te subtelności, które wychwytuje dziecko. Dlatego w przypadku nasilonego problemu radziłabym skonsultować się z psychologiem.

Przedstawiamy1 wpisów (z13 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.