Reforma gimnazjalna

Strona główna » Temat » Reforma gimnazjalna

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Reforma gimnazjalna

Przedstawiamy1 wpisów (z19 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3178

    Jakie są Wasze odczucia i spostrzeżenia związane z reformą gimnazjalną wprowadzoną kilka lat temu?
    Czy podoba Wam się obecna forma edukacji? Czy może trzeba to zmienić?

    #3910

    Na wstępie serdecznie i zupełnie szczerze gratuluję Ci postawionego pytania, którego przez 12 lat nie postawił żaden minister edukacji narodowej, choć wydawałoby się to jego oczywistym obowiązkiem. Tymczasem mamy tłum nowych reform i żadnego rozliczenia ze starymi. Natomiast jeśli chodzi o moją opinię, to nie da się jej, jak to zwykle u mnie 😉 , streścić w jednym zdaniu. Więc zdań będzie więcej.

    Pamiętam doskonale, jak na początku 1999 roku zaciskałem kciuki słuchając sejmowego przemówienia ministra edukacji, rekomendującego posłom reformę oświaty, m.in. utworzenie gimnazjów, i jak cieszyłem się, że ten pomysł przeszedł.
    Nieco wcześniej, kiedy nasza szkoła „dorosła” do siódmej klasy (czyli w siódmym roku istnienia) bardzo szybko okazało się, że różne pomysły, które wprowadziliśmy w klasach 4-6 niekoniecznie sprawdzają się ze starszymi dziećmi. Widać było wyraźnie ogromną zmianę zachodzącą w ich zachowaniu na przełomie 6. i 7. klasy. Dlatego wyróżnienie etapu edukacji gimnazjalnej potraktowałem jako krok bardzo mądry, a nie „wyrzucenie dzieci z ich naturalnego środowiska”. I tak też uważam nadal, mimo wielu spostrzeżeń krytycznych, o których napiszę poniżej.
    Najlepszą nawet ideę niełatwo wprowadzić w życie, za to bardzo łatwo zepsuć. W przypadku gimnazjów zadziało się to na kilka sposobów. Jak słusznie zauważyłaś – powstały szkoły – molochy. Tam, gdzie pod jednym dachem bytuje pięć setek 14-16-latków nawet Korczak, Makarenko i Pestalozzi w jednym byliby zapewne bezradni. Zabrakło wyobraźni, a może pieniędzy, albo jednego i drugiego, by w takich szkołach zatrudnić więcej pedagogów szkolnych, by ktoś z młodzieżą miał czas porozmawiać. Cała para poszła w dydaktykę, co zresztą trwa nadal, obecnie już na wszystkich poziomach kształcenia. Ale brak wyobraźni nie jest wyłączną domeną władzy, co najlepiej widać na przykładzie szkół niepublicznych. Nikt im nie bronił wprowadzania ciekawych programów wychowawczych – wiek 14-16 lat może jest i głupi, ale ma też wiele uroku. Tymczasem, poza nielicznymi (przynajmniej w Warszawie), acz chwalebnymi wyjątkami, pieniądze rodziców poszły przede wszystkim na pompowanie planu zajęć (9-10 godzin zajęć dziennie nie należy do rzadkości), śrubowanie tzw. „poziomu nauczania”, co też odbywa się zazwyczaj kosztem uczniów. W większych miastach, gdzie działa konkurencja, doszły do tego klasy profilowane, co w przypadku gimnazjum, czyli szkoły z założenia ogólnokształcącej, jest po prostu świadectwem braku wiedzy i wyobraźni pedagogicznej. Ale wszystko to za pieniądze rodziców i zazwyczaj z ich pełnym poparciem – któż nie chciałby, aby jego dziecko chodziło do renomowanej i wysoce oryginalnej szkoły?! Zaraz potem z profilowaniem, klasami dwujęzycznymi, programami autorskimi dla geniuszy spoza rejonu itp. zameldowały się na rynku gimnazja publiczne. One też walczą o klienta. I tak to sobie trwa, a jedynym przejawem fermentu intelektualnego wokół tego etapu edukacji jest majstrowanie przy egzaminach zewnętrznych, które świeżo urosły do trzydniowego maratonu, niedługo zostaną jeszcze wewnętrznie podzielone na przedmioty. A wszystko po to, by władza oświatowa mogła sobie liczyć słupki. Aaa, no i mamy jeszcze obowiązkowy projekt gimnazjalny, który moim zdaniem będzie taką samą fikcją, jaką jest od lat prezentacja maturalna.
    Uważam, że gimnazjum połączone ze szkołą podstawową lub z liceum jest lepszym rozwiązaniem niż placówka samodzielna. Zarówno obecność młodszych, jak starszych uczniów wpływa łagodząco na gimnazjalistów, a ponadto daje szansę podejmowania różnych wspólnych działań. W nas w szkole na jednym korytarzu współegzystuje sześć klas gimnazjalnych oraz zerówka i pierwszaki z podstawówki. Jeżeli w tym układzie ktoś cierpi, to gimnazjaliści z powodu hałasu generowanego przez kilka dziesiątek siedmiolatków. Z drugiej strony w każdym semestrze spora grupa uczniów gimnazjum bierze udział w projekcie czytania lub opowiadania bajek maluchom. Ostatnio robią nawet inscenizacje. I uważam, że jest to dobra szkoła społecznej aktywności.
    Wspomniałaś o wybieraniu przez dzieci szkoły spoza rejonu, „a lepszej”, bo potem „muszą dostać się do dobrego liceum”. Pamiętaj jednak, że ten dylemat nie dotyczy mniej więcej 90% powierzchni naszego kraju i 50% jego populacji. Wszędzie tam gimnazjum jest jedno w gminie i tyle byłoby o dokonywaniu wyboru. Natomiast jeśli mówimy o dużym mieście, to pęd do poszukiwania „lepszej” szkoły istnieje rzeczywiście, choć jeśli ktoś się chce uczyć, to wszędzie się może uczyć. A o „lepszych” gimnazjach i liceach w Warszawie i metodach budowania tej „lepszości” mam zdanie, które niespecjalnie nadaje się do publikacji na forum.

    #3911

    Mój syn kończy piątą klasę z ogromnym niepokojem patrzę na przyszły rok i na wybór gimnazjum. Rozmawiam ze znajomymi, którzy mają lub mieli niedawno dzieci w gimnazjum i jestem przerażona zbieżnością opowieści o konsekwencjach nakładania się kryzysu dorastania ich dzieci z koniecznością mierzenia się przez nie z nowym środowiskiem gimnazjalnym. Nie spotkałam wśród nich ani jednej osoby, która dostarzegałaby pozyty tej reformy… polegającej na wyrwaniu młodzieży z ich dotychczasowego środowiska w bardzo trudnym dla nich okresie i dodatkowo dania im impulsu, iż są bardziej dorosłe niż są… bo przecież to już gimnazjum… Każdy z moich rozmówców podkreślał magię, która obejmowała ich dziecko po rozpoczęciu gimnazjum – diametralną zmianę zachowań.

    Szkoda, że logistycznie nie mogę posłać swojego dziecka do gimnazjum zarządzanego przez Pana! Brzmi jak bajka na tle tych wszystkich historii. Sądzę, że kluczem do sukcesu opócz newątpliwie Pana bardzo charyzmatycznej osobowości jest fakt, że Pana gimnazjum jest przy szkole podstawowej i że z pewnością wielu uczniów kontynuuje naukę właśnie w Pana szkole zostając w „swoim” środowisku.

    Zgadzam się, że kombinaty gimnazjalne pozbawione właściwej kadry i pomysłu na ich prowadzenie to najgorsze możliwe rozwiązanie. Ale w mojej ocenie i na bazie rodzicielskich rozmów gimnazja przy liceach również niosą ze sobą bardzo dużo negatywnych elementów. Licealiści to młodzi ludzie wkraczający w wiek dorosły z różnymi tego konsekwencjami po stronie używek, seksu i tym podobnych kwestii… Pęd do równania w górę u gimnazjalistów w połączeniu ze światem licealistów jest dla mnie niezrozumiałym posunięciem. Ja obserwuje swojego syna i dzieci, które ukończyły szóstą klasę szkoły podstawowej – dla mnie to zdecydowanie jeszcze bardziej dzieci… Konfrontowanie na co dzień z wzorcami zachowań licealistów jest dla mnie pomyłką. A skąd inąd słyszałam, że tworzenie gimnazjum przy liceach jest preferowanym kierunkiem Ministerstwa Edukacji? Może Pan, Panie Dyrektorze coś wie na ten temat?

    #3913

    Ostatnio poszukiwałam informacji o głosach za i przeciw reformie gimnazjalnej. Znalazłam bardzo ciekawy wywiad z profesorem Jerzym Marcinkowskim z Uniwersytetu Wrocławskiego:
    http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,6775464,Naukowiec_proponuje__Zlikwidujmy_gimnazja_.html
    https://www.ii.uni.wroc.pl/~jma/fakt-17-08-2009.jpg
    Profesor poparł swoją tezę przeciwko gimnazjom argumentami, które do mnie przemawiają, bo wynikają z jego obserwacji młodzieży na wyższym szczeblu edukacji. To o wykształceniu.
    Jeżeli chodzi natomiast o aspekt wychowawczy, to gimnazjum j25kcjonujące przy szkole podstawowej właściwie niewiele się różni od starego systemu. Problem w tym, że takich szkół jest niewiele w Polsce, bo tylko 3 tys. i są to szkoły zlokalizowane głównie w małych miastach i wsiach oraz niektóre szkoły niepubliczne. Większość to molochy gimnazjalne i gimnazja przy liceach. I dodatkowo, rzeczywiście MEN promuje to ostatnie rozwiązanie
    http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/01/18/gimnazja-i-licea-laczcie-sie/
    Przeraża mnie trochę taka perspektywa. Uważam, że 13-letnie dzieci nie są gotowe do przebywania w jednym środowisku z 18-latkami. Za wczesne dążenie do dorosłości może się źle skończyć, a w tym wieku dzieci są jak plastelina, tylko, że ta plastelina już wypada z rąk rodziców. Ważniejsi stają się tutaj rówieśnicy i ewentualnie charyzmatyczni wychowawcy (a to takich chyba dość trudno)…

    #3914

    Ciekawy artykuł, dziękuje

    #3915

    de facto

    #3919

    Obserwuję tę dyskusję od kilku dni i popieram zarówno wypowiedzi Pani jjakobczyk jak i obawy Pani Emilii.

    To nie przypadek, że akurat w gimazjach dochodzi do takiej eskalacji negatywnych zachowań! Jak do tej pory nie słyszałem – mając również dziecko w wielu gimnazjalnym – o jakimkolwiek systemowym podejściu Ministerstwa Edukacji do rozwiązaniu tego problemu. Starałem się kiedyś wyszukiwać jakieś rodzynki, również rozmawiać z dyrekcją gimnazjum naszego syna i znalazłem jedynie akcje organizacji pozarządowych typu: stop przemocy w szkole oraz różne akcje prowadzone przez Centrum Edukacji Obywatelskiej. Chociaż z tym ostatnim miałem czasem taki problem, że bardzo dużo jest tutaj marketingu, nadaje się dyplomy szkołom, a wymagania i system weryfikacji ich jest w zasadzie bardzo słaby…

    #3921

    Bardzo zaciekawił mnie ten wątek, bo sam mam córkę w szóstej klasie. Do chwili obecnej nie postrzegałem czasu gimnazjalnego jako jakiejś trudności czy problemu. Córka bardzo dobrze się uczy. Zaniepokoiłem się dopiero podczas ostatniego zebrania szkolnego z rodzicami. Usłyszałem mianowicie, że cała klasa, która dotychczas była dość ułożona, nagle stała się „arogancka” i „bezczelna”. Chłopcy potrafią powiedzieć pani, że „jest głupia”, a dziewczyny malują się w toalecie. Wg pani wychowawczyni, dzieci weszły w niebezpieczny wiek i należy uważać na takie zachowania, które najbardziej nasilają się w grupie. Dodatkowo, przybliżyła nam psychikę młodego nastolatka posługując się cytatami z książek psychologów i socjologów. Poza tym córka oznajmiła, że idzie do gimnazjum razem z dwoma koleżankami (innego niż ustaliliśmy wcześniej) i, że jest to jej wybór.
    Jaka jest Wasza opinia? Czy należy pozwolić dziecku samemu wybrać gimnazjum? Co jeżeli wiemy, że nasze dziecko powinno iść do lepszego gimnazjum, dającego lepsze perspektywy…

    #3923

    Nawiązując najpierw do ostatniego postu jjakubczyk – przeczytałem wywiad z profesorem Marcinkowskim. Nie podzielam przekonania, że to gimnazjum odpowiada za brak elit, które można by kształcić w szkołach wyższych na odpowiednim poziomie. Jak widać z jego wypowiedzi, wyniki testów PISA, które zazwyczaj przytacza się na potwierdzenie, że gimnazja przyniosły poprawę jakości edukacji, można zinterpretować również dla udowodnienia przeciwnej tezy (osobiście uważam, że wzrost tych wyników u polskich uczniów w znacznej części bierze się po prostu z nauczenia ich w ostatnim dziesięcioleciu pisania testów, a nie jakiegoś j25damentalnego postępu efektów edukacji).

    Prawdziwą przyczyną obniżania się jakości kandydatów na studentów jest, w mojej opinii, dramatyczny spadek jakości życia intelektualnego w ogóle. Obwinianie za to reformy gimnazjalnej, zamiast tabloidyzacji mediów, wszechogarniającego szumu informacyjnego, pogorszenia jakości relacji międzyludzkich w następstwie wzrostu ich ilości, to przysłowiowe szukanie garbatego. Sceptykom zwracam uwagę, że jeszcze przed tą reformą w tygodniku „Polityka” miejsce długich artykułów, rozrzuconych na ogromnej płachcie papieru, zajęły publikacje 2-3-stronnicowe, ilustrowane kolorowymi obrazkami. To pozwala mi zasugerować, że zanikanie elit zdolnych przeczytać dłuższy tekst, pozbawiony ilustracji, nie jest jednak skutkiem powstania gimnazjów.

    Jako dyrektor „starej” podstawówki doskonale pamiętam utęsknienie, z jakim oczekiwaliśmy, by ósma klasa wreszcie sobie poszła do…, hm…, w świat. Te dzieci od połowy siódmej klasy zaczynały rozsadzać szkołę. Obecnie szóstoklasistów żegnamy w najlepszym momencie. Jeszcze się lubimy. Jest prawdą, że znaczna część absolwentów szóstej klasy zostaje w naszym gimnazjum. Ale „znaczna część” oznacza 2/3 grupy, czyniące to dobrowolnie, pozostała 1/3 dokonuje innego wyboru. A wszyscy, cała grupa, po raz pierwszy w życiu w ogóle stają przed wyborem. I posiadają swoje zdanie, o czym świadczą jasno wypowiedzi na tym forum.

    Jeżeli zgodnie z Państwa obserwacjami, w wieku 13 lat zachowanie nastolatków się zmienia, to trzymanie ich wciąż w tej samej szkole podstawowej byłoby proszeniem się o kłopoty. Inna sprawa, że kłopoty można generować samemu. Mógłbym napisać książkę pod tytułem „Problem malowania się dziewczynek w polskiej oświacie”. Tutaj tylko zasugeruję, że być może, gdyby pani wychowawczyni podzieliła się ze swoimi wychowankami wiedzą na temat makijażu, nie malowałyby się w toalecie, a w koleżeńskiej dyskusji stanowczo przeciwstawiły opinii swoich kolegów, że pani „jest głupia”. Chociaż… ciekawe, ilu rodziców oskarżyłoby panią o demoralizowanie młodego pokolenia?!

    Wymuszanie połączenia gimnazjum z liceum miałoby większy sens, gdyby promocja ze szkoły do szkoły w ramach jednego zespołu była zagwarantowana. Na razie takiej możliwości nie ma, nie ma więc gwarancji zachowania ciągu wychowawczego. Inna sprawa, że w znanych mi zespołach szkół STO w Warszawie także absolwenci szóstej klasy muszą przejść egzamin do gimnazjum działającego w tym samym zespole. Dyrektorzy motywują to koniecznością „postawienia progu, bo coś, co dostaje się bez wysiłku nie jest cenione”. Ja takiego podejścia nie rozumiem. Znam swoich szóstoklasistów na wylot, co właściwie mam sprawdzić tym egzaminem?! Wychowuję ich sześć lat – jeśli po tym doświadczeniu chcą pozostać u nas przez kolejne trzy, to znaczy, że cenią szkołę. Ja mogę się tylko z tego cieszyć. Jeśli chcą spróbować szczęścia gdzieś indziej – też dobrze, ich losy pozwolą lepiej ocenić skuteczność naszej pracy.

    Myślę, że ludzka (także dziecięca) natura nie jest taka zła, jak widzą ją dorośli.

    Panu Jurkowi mogę tylko smutno powiedzieć „Witamy w domu”. To, że większość działań adresowanych do oświaty, szczególnie tych najszerzej zakrojonych, ma charakter fasadowy jest zrozumiałe – im większa skala, tym trudniej o realną kontrolę. Gorzej, że nawet na najniższym szczeblu, w szkołach, realna wartość podejmowanych działań przegrywa zazwyczaj z marketingiem.

    I wreszcie odpowiedź dla pana Tomka. Lepiej byłoby wynegocjować z córką dotrzymanie wcześniejszego ustalenia – o ile było ono wspólną decyzją, a nie transmisją woli rodziców do dziecka. Jeśli się nie uda, chyba pozwoliłbym córce pójść z koleżankami do szkoły, którą wybrała. Ale postawienie na swoim przez rodziców, odpowiednio uzasadnione wobec dziecka (więcej argumentów, aniżeli tylko „bo my tak chcemy!”), w wieku 13 lat jest absolutnie do przyjęcia i po nieuchronnym okresie buntu powinno zostać zaakceptowane. Sugeruję jednak negocjacje.

    #3924

    Z jednej strony pisze Pan, że jako dyrektor „starej” podstawówki ucieszył się z rozdzielenia podstawówki i gimnazjum ze względu na zachowanie dzieci. Z drugiej strony, kieruje Pan szkołą, w której w jednym budynku przebywają i dzieci z podstawówki i z gimnazjum i uważa to za atut. Nie rozumiem jaka jest różnica pomiędzy starą podstawówką i podstawówką połączoną z gimnazjum.
    Wydaje mi się, że lepszy wpływ na zachowanie dzieci i podejście mogą mieć nauczyciele, którzy ich znają przez 6 lat niż nauczyciele, którzy ich przyjmują z czystą kartą, a właściwie w trudnym okresie buntu. Wszystko jest kwestią podejścia. Pisał Pan jak wykorzystuje to, że są starsi do tego, żeby się zaopiekowali młodszymi. Właśnie takie działanie wydaje mi się w tym okresie bardzo pożądane.
    Nie przeszłam jeszcze z dziećmi okresu gimnazjalnego i nie wiem dokładnie jaki jest program nauczania więc podpałam się autorytetem Profesora Marcinkowskiego. Słyszałam jednak z ust innych rodziców, że w gimnazjum co najmniej pół roku szkolnego traci się na wyrównywanie poziomów i adaptację dzieci i to samo dzieje się w pierwszej klasie liceum. Co Pan o tym sądzi? Czy taka sytuacja nie jest przypadkiem negatywna dla nauczania i wychowywania?

    #3925

    W tym, co napisałem nie ma sprzeczności. Uważam, że szósta klasa jest dobrym momentem na zakończenie szkoły podstawowej, zmianę sposobu nauczania/uczenia się oraz możliwość wyboru innej szkoły (to ostatnie wchodzi w grę w zasadzie tylko w miastach). Jeśli nawet dzieci kontynuują naukę w naszym Zespole Szkół, to w gimnazjum tworzą inne klasy, do których dochodzą uczniowie z zewnątrz, mają w dużej mierze innych nauczycieli, inny system oceniania, odmienną organizację dnia szkolnego etc. etc. Z nauczycielami różnie bywa – jedni po sześciu (a właściwie po trzech – od czwartej klasy – latach) są nadal lubiani, innych dzieci żegnają bez żalu. Nowi nauczyciele mogą być, choć, niestety, nie muszą, nową szansą dla ucznia.

    Jakkolwiek w tej dyskusji kilkorga zatroskanych rodziców z jednym nauczycielem przyszło mi odgrywać rolę adwokata diabła, muszę w tym miejscu uczynić pewne oświadczenie, za podpowiedzią i w imieniu mojego zastępcy, bezpośrednio kierującego gimnazjum, autora podręczników do matematyki, i jako takiego człowieka bardziej ode mnie bywałego w świecie (któremu nieopatrznie pokazałem zapis tej dyskusji). Otóż uważa on, że ogólny obraz gimnazjów, który dostrzega podróżując po Polsce na spotkania metodyczne, jest generalnie zgodny z Państwa najgorszymi obawami!!!

    Tak zdradziecko ugodzony przez najbliższego współpracownika wycofam się zatem na z góry upatrzone pozycje i nie będę więcej bronił gimnazjów. Z Brutusem zgodziliśmy się wszakże co do dwóch rzeczy. Po pierwsze, że prowadzenie naszego gimnazjum sprawia nam ogromną radość, a to za sprawą zarówno uczniów, jak i nauczycieli (a także sporego grona rodziców). Po drugie: uważamy, że powrót do „starej” podstawówki jest już niemożliwy. Z czego wynika, że pomysł pani Hall obligatoryjnego łączenia gimnazjów z liceami pozostaje jedyny na placu boju, jeśli chce się „coś” z gimnazjami uczynić.

    Powyższa deklaracja przyszła mi o tyle łatwo, że rozmnożenie etapów edukacji rzeczywiście zaowocowało dużą stratą czasu na kolejne adaptacje, w czym Pani Jakubczyk ma świętą rację.

    Na pociechę mogę tylko Państwu powiedzieć, że wcale nie jest wykluczone, że wasze dzieci będą się dobrze czuły w swoich gimnazjach (w końcu od 12 lat każdy rocznik spędza tam trzy lata i żyje), a ponadto okres młodzieńczego buntu wcale nie musi oznaczać wykopania w domu wojennych toporów. I gromadząc na ten trudny czas zapasy optymizmu, wyrozumiałości i miłości do swoich dzieci zapamiętajcie mądre przysłowie:
    „Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi”.

    #3926

    Szkoda, że tracimy twardego rzecznika gimnazjów i reformy gimnazjalnej 🙁
    A dlaczego Pan sądzi, że powrót do starej podstawówki jest niemożliwy? Gdyby się zebrało gdyby się zebrało grono pedagogów i rodziców lobbujących za tym pomysłem, to może byśmy razem coś zmienili?

    #3928

    Witam ja osobiście jestem przeciwko gimnazjum mam przykre doświadczenia moja córka jest w 2 klasie gimnazjum nie wiem jak można narażać dzieci w wieku 13,14 i 15 lat na taki stres i wymagać od nich,aby już w takim wieku byli dorosłymi.Pozdrawiam

    #3929

    Mój syn w tym roku stoi przed wyborem gimnasjum. W rejonie mamy gimnazjum o bardzo niskim poziomie. I zaczęliśmy się inteesować innymi dobrymi gimnazjami, oczywiście w akceptowalnej odległości.
    Okazuje się, że można złożyć dokumenty tylko do jednego gimnazjum, bo kazde chce oryginał świadectwa ukończenia szkoły. A jak się dziecko nie dostanie, to zostaje gimnazjum rejonowe lub niepubliczne. Jest gorzej niż z liceum lub studiami. Tam jest możliwość złożenia dokuementów do kilku szkół…

    #3930

    Chociaż zadeklarowałem już rezygnację z obrony gimnazjum muszę zwrócić Państwa uwagę, że generalnie mylicie przyczynę ze skutkiem. To nie jest tak, że są problemy z dziećmi w wieku gimnazjalnym, ponieważ istnieją gimnazja, ale gimnazja nie spełniają Waszych oczekiwań, ponieważ dzieci w wieku gimnazjalnym są takie, jakie są.
    Wiara, że gdyby była „stara podstawówka” byłoby lepiej jest naiwnością. Na naszych oczach zmienia się świat i zmieniają się dzieci, a nie nadążają za tym ani nauczyciele, ani rodzice. Boicie sie gimnazjum. A ja jestem przerażony tym, co czynią z dziećmi rodzice obecnych 6-8-latków. Jak te dzieci dorosną do gimnazjum, wtedy dopiero będzie bal.
    Wymienię tylko kilka rodzicielskich „grzechów”:
    – nie stawianie dziecku granic w zachowaniu, nawet (a może przede wszystkim) pod własnym adresem rodziców;
    – afirmacja zdania małego dziecka tam, gdzie zdrowy rozum dyktuje, aby tak nie czynić („Jeśli chcesz, to mamusia napisze ci usprawiedliwienie i będziesz mógł nie pójść do szkoły”);
    – działanie pod presją chwili, a nie według konsekwentnie respektowanego systemu wartości;
    – zabijanie dzielności zanim ta zdąży się narodzić, poprzez, na przykład, wszechobecną kontrolę za pomocą telefonu komórkowego;
    – żądza sukcesu, brak gotowości przyjęcia porażki swojego dziecka.

    Na każde z tych stwierdzeń mógłbym podać wiele przykładów.

    Rodzice poszukują wiedzy, czują się zagubieni i z pewnością mają dobre chęci. Bezrefleksyjnie chłoną nowinki, ale skąd mają mieć refleksję, jeżeli dzisiaj nawet osiągnięcia naukowe sprzedawane są w mediach niczym reklama – z entuzjazmem i bez refleksji, do czego to naprawdę może służyć. Ostatnio modne jest, na przykład, mówienie o „siedmiu inteligencjach” dziecka. Rodzice słuchają o tym, szkolą się, by czynić to samemu, szukają szkół, które im to obiecają. Zapominają przy tym, że inteligencji jest, być może, siedem, ale poczucie przyzwoitości tylko jedno – i ono właśnie należy rozwijać u dziecka od najmłodszych lat, aby zapracować na szansę (bo jednak nie pewność) możliwie bezbolesnego przejścia okresu jego dojrzewania.
    Gimnazja są tylko częścią systemu oświaty, który w całości nie nadąża za zmianami w społeczeństwie. Krytykuje się go za to, że nie potrafi, ale wszystkie środki zaradcze (zmiany programów, struktury, mód – bo i takie mamy w edukacji) są takie same, jak całe nasze dzisiejsze życie publiczne: nerwowe, pospieszne, bezrefleksyjne.
    Wychowanie dziecka na przyzwoitego człowieka leży wyłącznie w Waszych rękach. Pomijając wyjątkowe przypadki, nawet zła szkoła nie powinna być w stanie Wam w tym przeszkodzić.

Przedstawiamy1 wpisów (z19 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.