Kieszonkowe – czy uzależniać od prac domowych?

Strona główna » Temat » Kieszonkowe – czy uzależniać od prac domowych?

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Kieszonkowe – czy uzależniać od prac domowych?

Przedstawiamy1 wpisów (z9 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3242

    Mam problem polegający na wypłacie kieszonkowego. Wielokrotnie myślałam, aby moim wczesnonastoletnim synom potrącać kieszonkowe za bałagan w pokoju, niereagowanie na prośby związane z obowiązkami domowymi i inne „uchybienia”. Łapałam się w końcu na tym, że gdybyśmy tak mieli wszystko liczyć, to miesiąc w miesiąc nie dostawaliby nic. Ostatnio oglądałam serial rodzinka.pl (świetny!!!) gdzie ojciec właśnie przy dokonaniu wypłaty kieszonkowego robił swoisty „rachunek sumienia”. Tylko jak to wdrożyć i o tym pamiętać:(

    #4051

    Zdecydowanie odradzam! Odradzam jakiekolwiek płacenie za standardowe obowiązki (praca domowa, sprzątanie, zmywanie itd)!

    Polecam wykłady prof Bliklego o marchewce i kiju oraz TQM (Total Quality Management) – dostępne w jego książce „Doktryna jakości” (dostępna za darmo w internecie). Jest także masa prezentacji na youtube na temat zabijania motywacji w ludziach poprzez motywowanie ich finansowo. Wszystko na bazie dość dobrze udokumentowanych badań naukowych (np. http://www.youtube.com/watch?v=u6XAPnuFjJc&feature=player_embedded)

    Wręcz cytuje się anegdotyczne przypadki, gdy dzieci odmówiły wykonania prac domowych bo… im to się przestało opłacać. Wolą nie otrzymać kieszonkowego ale mieć spokój z pracą domową. Traktując „bonus” pieniężny jako rodzaj umowy „to że otrzymuję płacę za pracę daje mi również możliwość NIEotrzymywania wynagrodzenia w zamian za NIEpracowanie”.

    Alek

    #4053

    Moje dzieci nie przetrwałyby bez kieszonkowego. Albo po wyczerpaniu oszczędności znów wróciłyby do starych zasad. Może warto jednak uzależniać jakąś część kieszonkowego od pracy. Tak jak to w życiu dorosłym bywa. Jeżeli nie wypełnisz swoich obowiązków, to szef może Ci obciąć premię…

    #4054

    Wypełnianie obowiązków uczy współzycia społecznego i odpowiedzialności, zwłaszcza w rodzinie. każdy pełni tu swoją rolę. Mama nie jest jedyną osobą oddelegowaną do sprzątania, prania itd. Każdy kto czegoś używa musi dołożyć się do porządkowania tej rzeczy. Czy mama dostaje od kogoś za to pieniądze?
    Inna sprawa to rzeczy nieobowiązkowe np. wysprzątanie samochodu rodzicom. Za to i tak trzebaby zapłacić, więc mogą to zrobić dzieci.
    Znam przypadek dziecka, które nie miało żadnych obowiązków domowych, a dostawało kieszonkowe. Skończyło się tym, że patrzyło z góry na rodziców, pretensjonalnie, wiecznie wymagając i będąc wiecznie niezadowolone. To drugi kraniec tego kija.
    Myslę, że najlepszą opjcę wychowawczą mają mimo wszystko rodziny biedne. Tam nie ma czegoś takiegi jak kieszonkowe, nie stać ich na usługi zewnetrzne. Dużo muszą robić sami. Dzieci dostają czasem na jakąś drobną rzecz typu napój, może kino raz od wielkiego dzwonu i są szczęśliwe, że rodzice coś wygospodarowali.

    #4057

    Może w rodzinach biednych łatwiej zadbać o prawidłowy stosunek do pieniądza, ale uważam, że rodziny którym niczego nie brakuje też mogą o to zadbać. Nastolatkowi można zaufać i dać odpowiednie kieszonkowe, ale np. ustalić, że bilet miesięczny, posiłki, gazetki i inne przyjemności kupuje sam. To samo z ciuchami. Załóżmy, że na buty sportowe mamy określoną kwotę, a jeżeli chce „markowe” i „drogie” (co często jest cechą charakterystyczną nastolatka) to może sobie dopłacić.

    #4059

    Ojojoj, jakże żyć bez kieszonkowego? Ja kieszonkowe dostawałem, dostają teraz moje dzieci. Oczywiście, na miarę rodzinnych kieszeni. To nie tylko zaspokajanie kaprysów, to przede wszystkim wspaniała przymiarka do dorosłości. Kiedy opanować trudną sztukę zarządzania kasą, planowania budżetu, trzymania kontroli i rozsądku w wydawaniu jak nie w młodości, pod okiem doświadczonego ministra rodzinnych finansów? Właśnie teraz jest najlepszy czas błędów i wypaczeń, bo koszty porazek będą niewielkie. A gdy młody człowiek dorośnie i bez znajomości skomplikowanych zagadnien finansowych i stosownej samokontroli wroczy w samodzielne życie, katastrofa raczej pewna. I raczej kosztowna. Kieszonkowe – jestem za! Płacenie za prace domowe – absolutnie nie. Chyba, że nadprogramowe, objęte dodatkową umową o dzieło.

    #4062

    Dziękuję za ten portal i wszelkie dobre rady. Mam wprawdzie dwójkę dzieci i niby jakieś doświadczenie, ale ciągle sztuka rodzicielstwa jest dla mnie trudna. Dlatego chętnie dowiadujuę sie czegoś nowego od innych doświadczających rodziców. problem kieszonkowego powstał u nas w domu w chwili, gdy starszy syn poszedł do szkoły. Początkowo dostawał dniówki, ale potem przeszlismy na tygodniówki, aby nauczył się gospodarować pieniędzmi. Początkowo szło to opornie, cały j25dusz wydawał od razu, potem jednak, zmuszony naszą żelazną konsekwencją, zaczął dzielić tygodniową wypłatę na mniejsze częsci. Oczywiście, asystowaliśmy przy nim cały ten czas, uczyliśmy, wskazywalismy na korzyści. Dziś nasz 7 letni maluch doskonale zarządza swoim 5 złotowym tygodniowym j25duszem, a ostatnio nawet zaoszczędził 3 złote na lepszego loda. Myslę, że kieszonkowe to dobry pomysł wychowawczy, pod warunkiem oczywiście, ze rodzice nie tylko dają, ale też pomagają w rozsądnym gospodarowani.

    #4064

    Mam troje dzieci, w tym dwójkę dorastających, i nigdy kieszonkowego nie dawałam. Obowiązki domowe muszą wypełniać a o środki na własne potrzeby starają się sami. I to dopiero jest prawdziwa lekcja ekonomii i szacunku do pieniądza. Moi starsi synowie myją sąsiadom samochody, koszą trawniki a zarobek przeznaczają – w zależności od potrzeb – na ubrania, podręczniki, czasem kino. I żadne głupoty ich nie dopadają. Nie palą, nie piją, nie chodzą do dyskotek. O narkotykach nawet nie wspomnę. I nie wyobrażam sobie, by jako dorośli meżczyźni mieli popaść w finansowe kłopoty. Prędzej popadną w nie lekkoduchy obdarowywane przez rodziców łatwymi pieniędzmi niż dzieci, które na własne potrzeby muszą solidnie zapracować. Właśnie przez takie lekkie pieniądze ten świat jest taki zepsuty. Pozdrawiam wszystkich.

    #3243

    Kieszonkowe to dobry pomysł. Dziecko uczy się zarządzać swoimi finansami, zdobywa kolejny obszar niezawisłości, planuje wydatki i podejmuje decyzje. Jednym słowem – sposobi się ku dorosłości. Rolą rodzica jest tu dyskretna inwigilacja latorośli i ewentualna interwencja, o ile wydatki wymykają się spod kontroli.
    Kieszonkowe powinno mieć charakter stały i niezmienny. Mogą to być drobne kwoty, dostosowane oczywiście do zamożności rodziny, jednak regularnie wypłacane. Należy pamiętać, że podobnie jak dorośli, dziecko też ma potrzebę poczucia kontroli. Dowolne dysponowanie środkami płatniczymi w pewnym stopniu daje poczucie sprawczości. Młody człowiek może realizować swoje potrzeby, które przecież nie zawsze pokrywają się z wizją rodziców. Może np. kupić sobie innego niż dostawał od mamy lizaka, albo zakazanego w domu hot-doga. Może sprezentować sympatycznej koleżance bukiecik wiosennych fiołków… o czym starzy wiedzieć nie muszą. Lub zbierać miesiącami na” jedyny taki w życiu koncert”. I mieć poczucie wpływu na własne życie.
    Zarobkowanie przez dzieci to inna sprawa i z kieszonkowym nie koliduje. Gdy potrzeby przerastają kieszonkowe, można umówić się z dzieckiem na prace zlecone. Oczywiście, w zakres takich prac nie wchodzą codzienne obowiązki. Jeśli wyrzucanie śmieci jest takim obowiązkiem, dodatkowa taksa nie wchodzi w grę. Jednak wszelkie inne czynności jak np. umycie samochodu, wyczyszczenie butów tacie czy przypilnowanie dziecka sąsiadce może stanowić formę zarobkowania. Należy ustalić, jak przy każdej umowie handlowej, zakres pracy i wynagrodzenie, i konsekwentnie przestrzegać warunków umowy. Zarobkowanie zmusza do wyjścia poza strefę komfortu, zainwestowana energia daje satysfakcję i buduje psychologiczny kapitał młodego człowieka. Pozwólmy naszym dzieciom zarabiać.

Przedstawiamy1 wpisów (z9 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.