Jak wybrać szkołę dla swojego dziecka?

Strona główna » Temat » Jak wybrać szkołę dla swojego dziecka?

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Jak wybrać szkołę dla swojego dziecka?

Przedstawiamy1 wpisów (z7 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3184

    Jakimi przesłankami się kierować? Na co zwracać uwagę? Jak wybierać szkołę podstawową, a jak gimnazjum czy liceum?
    Proszę o porady i Wasze doświadczenia.

    #3944

    Myślę, że inaczej wybiera się szkołę podstawową i inaczej gimnazjum. Przy wyborze szkoły podstawowej najważniejsze dla mnie była opieka nad dzieckiem w godzinach 8-17:00 i zajęcia dodatkowe, żeby dziecko nie musiało siedzieć w świetlicy. Nie chciałam też, żeby dziecko było w dużej klasie, bo wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że jego potrzeby nie zostaną zauważone. Dlatego wybrałam szkołę niepubliczną, za którą jak obliczyłam płaciłam tyle ile wydałabym na opiekunkę.

    #3945

    Ja stoję przed wyborem gimnazjum dla dziecka. Mój syn chce iść do gimnazjum spoza rejonu, ale ze znajomymi i w miarę blisko. Gimnazjum jest niestety bardzo duże (ponad 600 osób) i jestem trochę tym przerażona. Ponieważ uczy się bardzo dobrze chciałabym, żeby poszedł do renomowanego gimnazjum (również w akceptowalnej odległości). Mój syn mówi, że nie chce zmarnować najlepszych lat na naukę i stres. A może lepiej go posłać do jakiegoś prywatnego? Nie chciałabym zmarnować jego potencjału.

    #3946

    Niestety, padasz ofiarą typowego w dużym mieście problemu związanego z nadmiarem możliwości. Rodzicom wydaje się w takiej sytuacji, że udany wybór gimnazjum może stać się gwarancją sukcesu. A wcale tak być nie musi.
    Twój syn trafnie diagnozuje sytuację. Renomowane szkoły czerpią swoją renomę z reguły z tzw. „wysokich wyników nauczania”, których wyrazem jest wysoki średni wynik egzaminu, ewentualnie sukcesy uczniów w różnego rodzaju konkursach. Sporadycznie tylko towarzyszą temu elementy jakiegoś innego programu. W praktyce owa renoma budowana jest na barkach dzieci: codzienną harówką i stresem. Popieram zdanie Twojego syna – szkoda na to najlepszych lat życia!
    Do szkoły renomowanej trudno się dostać; z reguły selekcja zachodzi poprzez egzamin lub jakąś formę konkursu świadectw i wyników sprawdzianu po 6-tej klasie (który, wg swoich pierwotnych założeń, miał o niczym w życiu dziecka nie decydować!). To daje rodzicom nadzieję na lepsze (bezpieczniejsze) środowisko społeczne. Taką samą nadzieję daje w zasadzie każde mniej renomowane gimnazjum niepubliczne.
    Najwięcej obaw budzi pójście dziecka do gimnazjum rejonowego, bo, wiadomo, w rejonie trzeba przyjąć wszystkie dzieci, także te, które sprawiają kłopoty wychowawcze. Ale absolwenci mojej niepublicznej podstawówki, którzy trafili do takich gimnazjów wcale specjalnie nie narzekają. Ot, bywa różnie, jak to w życiu.

    Rodzicom naszych uczniów na pierwszym zebraniu w klasie szóstej mówię mniej więcej tak:
    1) Najlepiej będzie, jeśli dziecko samo wybierze gimnazjum.
    2) Jeśli rodzic chce postawić na swoim, powinien przekonać do tego dziecko. Szansę, że po zmuszeniu przez rodziców dziecko po roku powie, że im dziękuje, bo wybór okazał się dobry, oceniam na 25%. Jak dla mnie – mało.
    3) W każdej szkole można się uczyć i można się nie uczyć. W szkole renomowanej ta druga ewentualność niesie większe ryzyko negatywnych emocji.
    4) Zasadniczo lepsze jest gimnazjum niepubliczne niż publiczne oraz mniejsze niż większe, ale z zastrzeżeniem pkt. 1.

    Nie wiem, jak zmierzyłaś „potencjał” swojego syna. Czy chodzi o wybitny intelekt, który może być zaniedbany w gimnazjum? A może będzie odwrotnie – jako gwiazda na ogólnie bledszym tle będzie hołubiony przez nauczycieli i zachęcany do wysiłku? Czy też chodzi o możliwości materialne, które dają mu szansę zdobycia dobrego wykształcenia? Taki potencjał będzie jednak można wykorzystać jeszcze wiele lat później. Harówka od rana do nocy nie jest, moim zdaniem, najlepszą drogą wykorzystania żadnego z tych potencjałów.

    #3940

    Nie wiem czy później to nie będzie za późno. Obawiam się, że są pewne rzeczy, które można przegapić. Np. jeżeli dziecko dobrze się uczy i w niektórych przedmiotach jest „wybitne” to może trzeba zapewnić mu jak najlepsze warunki do rozwoju w tym kierunku.
    Weżmy np. fenomen Blechacza. Bez wsparcia i pokierowania ze strony rodziców, bez zaprowadzenia 4-letniego chłopca do szkoły muzycznej, bez ich codziennego dowożenia do odległego miasta na lekcje do najlepszego nauczyciela, pewnie nigdy nie osiągnąłby tyle. Może i byłby pianistą, ale na pewno nie takim…
    Oczywiście patrzę też na to przez pryzmat swoich doświadczeń i czasami wyrzucam sobie (a przy okazji moim rodzicom), że nie pociągnęłam pewnych rzeczy w dzieciństwie tak jak należy. Że nie wykorzystałam potencjału muzycznego, że nie uczyłam się w kierunku biologicznym i nie poszłam na medycynę…

    #3948

    Moje córki nie są wielkimi pianistkami, a nasze liberalne (co nie znaczy, że pozbawione wartości) wychowanie dało im dużo swobody w decydowaniu, kim chcą być. Sądzę, że są na swój sposób szczęśliwe, jeżeli przez szczęście uznamy brak dojmującego poczucia braku czegoś w życiu. Młodsza właśnie zaangażowała się jako opiekunka do dziecka za 10 zł za godzinę i jest z tego bardzo dumna.
    Myślę, że katowanie przez lata swojego dziecka w imię przyszłego sukcesu wymaga specjalnej konstrukcji psychicznej rodzica. Owszem, rodzice Blechacza odnieśli sukces. Pomyśl jednak, ile dzieci strawiło dzieciństwo na harówce, która nic im dobrego nie przyniosła?!
    Jestem pierwszym nauczycielem w historii mojej rodziny. Nikt mi tego nie kazał, ale też nikt nie przeszkadzał w oczekiwaniu lepszej dla mnie kariery. Jak potrzebowałem wsparcia na starcie dorosłego życia – rodzice pomogli. I dzięki temu mogłem zostać nauczycielem…
    W tym kraju nie mamy żyjących laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie nauki, mamy za to miliony frustratów, którzy widząc piękny dom sąsiada nie marzą o podobnym, tylko modlą się, żeby mu się spalił. Mając to na uwadze nie próbuję w szkole wychowywać noblistów, ale ludzi, którzy jako dorośli będą żyli w jakiej-takiej harmonii ze światem. Tylko tyle i aż tyle.
    Powtórzę, co już na tym forum zapisałem w innym miejscu: żadna szkoła nie zepsuje tego, co ukształtują mądrzy rodzice.

    #3185

    To bardzo ładnie brzmi i postaram się w to uwierzyć. A na pewno bardzo uspokaja zaniepokojonych rodziców. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że szkoła może również wzmacniać to „kształtowanie przez mądrych rodziców”. Może zdarzyć się tak, że rodzice twierdzą, że kształtują mądrze, a weryfikacja życiowa pokazuje, że wcale tak nie jest. Wtedy szkoła może bardzo pomóc – szczególnie współpracując z rodzicami. Jakie wartości powinna przekazywać szkoła? Jak rozpoznać, że to jest napisane na stronach internetowych przekłada się na dobro dla dziecka?

Przedstawiamy1 wpisów (z7 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.