Jak na nowo zakochać sie w swojej żonie?

Strona główna » Temat » Jak na nowo zakochać sie w swojej żonie?

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Jak na nowo zakochać sie w swojej żonie?

Przedstawiamy1 wpisów (z12 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3234

    To już prawie 10 lat po ślubie, spora rodzina. Gdzieś jednak w ferworze pracy i innych obowiązków uciekło to co najważniejsze. Czuję się jak robot w dobrze j25kcjonującym przedsiębiorstwie. Jak wyjść z rutyny, jak na nowo odnależć uczucia, jak wskrzesić miłość do współmałżonka? Może zsłyszeliście o jakisch warsztatach? Albo dobrych sposobach, żeby przypomniec sobie po co ludzie chcą być razem?

    #4024

    Myślę, że poruszył Pan temat dobrze znany i powszechny, ale jednocześnie taki, który powoduje u nas trochę lęk, trochę obawę. Te uczucia mogą rodzić się z tego, że sami przypisujemy sobie odpowiedzialność za taki stan a jednocześnie tęsknimy za emocjami z początkowej fazy związku. Naukowcy twierdzą, że płomienna fascynacja partnerem trwa od 18 miesięcy do 2 lat. I nie jest to oszałamiająca ilość czasu przy założeniu, że chcemy trwać w naszym związku przez całe życie. To co jest najważniejsze w związku i co warto pielęgnować to więź emocjonalna, która jest między partnerami. Warto jest gdzieś wybrać się tylko we dwoje, nie chodzi jednocześnie o porzucenie dotychczasowego życia, ale o to żeby pobyć razem. Nie trzeba też niesamowicie zagospodarować sobie czasu, porywającymi rozrywkami, ale np. spokojną rozmową, której nikt nie przerywa. Warto cieszyć się sobą, warto powspominać, pośmiać się, przywołać wszystkie sprawy, które dawały radość.
    Warsztaty to fajny pomysł, ale zawsze warto zaczynać od najprostszych sposobów.
    Aha i jeszcze jedno: kwiaty dla żony są zawsze dobrym pomysłem!:)

    #4025

    Jesteśmy z żona 15 lat po ślubie. Nasz związek osób bardzo zapracowanych – jak zresztą większości współczesnych par często był na rozdrożu. Postanowiliśmy o niego walczyć. Dziś mogę powiedzieć, że jestem zdecydowanie na nowo zakochany w mojej żonie… a nawet więcej – czuję, że prawdziwie i świadomie:). Kluczem w naszym jest znajdowanie czasu dla siebie, na zwyczajne bycie, pogłębianie relacji. A co konkretnie nam pomogło? Odrobinę egoizmu (mamy gromadkę dzieci) – przynajmniej 3 razy do roku wyjeżdżamy na weekend tylko we dwoje, wprowadziliśmy szereg prostych rytuałów – jak poranne krótkie spotkania przed pracą na kawę, etc i odrobinę szaleństwa. Umawiamy się na randki…. najważniejsze, aby wyrwać się z domowej rzeczywistości i mieć możliwość porozmawiania o czymś innym niż praca, dom i dzieci, mieć ciekawość siebie i stawać się dla siebie z każdym dniem bardziej atrakcyjnym pomimo upływu lat!

    #4026

    Właśnie tak zastanawiałem się – czy to nie jest czasem prosta j25kcja wieku dzieci. Tj. jeśli „przetrwa” się czas, gdy są one kompletnie niesamodzielne (powiedzmy do wieku 4-5 lat) to potem więzy małżeńskie się odnawiają – po prostu jest więcej czasu 🙂 Można więc randkować, można się wyspać, można zjeść razem śniadanie bez pieluch, śliniaków i dziecięcego płaczu.

    Alek

    #4027

    Ja myślę, że ta j25kcja nie jest wcale taka prosta. Wiek dzieci, wzmożona potrzeba uwagi i koncentracji na tym co robią jest rzeczywiście dominujące, ale proszę zauważyć, że „przygaśnięcie” uczuć odczuwają też pary bezdzietne. Tych „czynników zakłócających” jest więcej niż nam się wydaje. Warto pomimo nawału pracy, obowiązków być uważnym i dbać o tę chwilę tylko dla siebie i partnera!Odkładanie „na później” zadbania o emocje jest pomysłem chyba ryzykownym.

    #4030

    Ja mogę tylko powiedzieć, że absolutnie nie powinno to być j25kcją czasu… Czekanie, aż dzieci będą miały 4-5 może się skończyć tym, że nie będzie czego odbudowywać… lub będzie to dużo, dużo trudniejsze bo zbyt oddalimy się od siebie skupieni tylko na codzienności…

    #4031

    Jak na nowo zakochać się w swoim mężu? W moimi wypadku, próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, siedem lat temu, kiedy po jedenastu latach zaczęliśmy z mężem odczuwać zmęczenie związkiem. Każdy, kto nas znał, twierdzi, że jesteśmy zgodnym małżeństwem, a jednocześnie – mamy różne charaktery. Sprzeczność, prawda? Twierdzę, i tak mówię swojej najstarszej córce, „i żyli długo i szczęśliwie” to nie tylko koniec bajki, ale również BAJKA. MAŁŻEŃSTWO TO SINUSOIDA, więc hossa i bessa przeplatają się, czy chcemy tego, czy nie chcemy. Aby uzdrowić swoje relacje, skorzystałam z rady SZEFOWEJ, która stwierdziła, że ona z mężem wyjeżdża raz na jakiś czas tylko we dwoje (sobota, kłótnia, w niedzielę – seks). W wersji ekonomicznej proponuję na jeden dzień nawet na działkę do znajomych, kiedy ich nie ma, w wersji „de lux” – inne miasto, inny kraj, jakieś wydarzenie artystyczne lub po prostu kilka godzin w łóżku. POMAGA. My doszliśmy do tego, że na 16 dni zostawiliśmy trójkę dzieci z dziadkiem w roli kierowcy, babcią – w roli kucharki (dzieciaki same ogarniały finanse, potrzebne telefony, logistykę, obsługę domu) i wyjechaliśmy do raju w Azji (ale nie leżenie na leżaku, tylko przygody, aktywność, podróże dziwnymi środkami lokomocji, krótki wypoczynek w mniejszych lub większych luksusach), a kilka miesięcy temu zostawiliśmy ich pod opieką znajomej, dając dzieciakom jeszcze więcej odpowiedzialności, obowiązków, ale i przywilejów.

    Inne lekarstwa na nudę w związku to: trochę odpuścić mężowi (wychowywać to już go nie będziemy, raczej wyślijmy go na wódkę z kolegami), samej wyjść na pół nocy, ubierać się i malować lepiej od jego matki (czasem widzę tak zaniedbane kobiety, że historia), mieć hobby i być atrakcyjnym partnerem do rozmowy, wyjścia do teatru czy seksu. W ogóle jeszcze napisałaby wiele, ale trochę dużo jak na jednego posta. Czekam na sygnał, że chcecie.,zJak na nowo zakochać się w swoim mężu? W moimi wypadku, próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, siedem lat temu, kiedy po jedenastu latach zaczęliśmy z mężem odczuwać zmęczenie związkiem. Każdy, kto nas znał, twierdzi, że jesteśmy zgodnym małżeństwem, a jednocześnie – mamy różne charaktery. Sprzeczność, prawda? Twierdzę, i tak mówię swojej najstarszej córce, „i żyli długo i szczęśliwie” to nie tylko koniec bajki, ale również BAJKA. MAŁŻEŃSTWO TO SINUSOIDA, więc hossa i bessa przeplatają się, czy chcemy tego, czy nie chcemy. Aby uzdrowić swoje relacje, skorzystałam z rady SZEFOWEJ, która stwierdziła, że ona z mężem wyjeżdża raz na jakiś czas tylko we dwoje (sobota, kłótnia, w niedzielę – seks). W wersji ekonomicznej proponuję na jeden dzień nawet na działkę do znajomych, kiedy ich nie ma, w wersji „de lux” – inne miasto, inny kraj, jakieś wydarzenie artystyczne lub po prostu kilka godzin w łóżku. POMAGA. My doszliśmy do tego, że na 16 dni zostawiliśmy trójkę dzieci z dziadkiem w roli kierowcy, babcią – w roli kucharki (dzieciaki same ogarniały finanse, potrzebne telefony, logistykę, obsługę domu) i wyjechaliśmy do raju w Azji (ale nie leżenie na leżaku, tylko przygody, aktywność, podróże dziwnymi środkami lokomocji, krótki wypoczynek w mniejszych lub większych luksusach), a kilka miesięcy temu zostawiliśmy ich pod opieką znajomej, dając dzieciakom jeszcze więcej odpowiedzialności, obowiązków, ale i przywilejów.

    Inne lekarstwa na nudę w związku to: trochę odpuścić mężowi (wychowywać to już go nie będziemy, raczej wyślijmy go na wódkę z kolegami), samej wyjść na pół nocy, ubierać się i malować lepiej od jego matki (czasem widzę tak zaniedbane kobiety, że historia), mieć hobby i być atrakcyjnym partnerem do rozmowy, wyjścia do teatru czy seksu. W ogóle jeszcze napisałaby wiele, ale trochę dużo jak na jednego posta. Jeśli bedziecie chcieli albo coś mam wyjaśnić, to napiszcie…

    #4035

    To brzmi bardzo konkretnie i przekonywująco … ważne, aby nie zacząć tego „programu” za późno, gdy zamiast jednego, dwóch dni sielanki mamy dwa dni wyrzucania z siebie wszystkich żalów … i brak ochoty, aby ten romantyczny weekend prędko powtórzyć… Co w takiej sytuacji?

    #4036

    Wlasnie spedzilam taki weekend ze swoim mężem. Rzeczywiście mielibyśmy o czym rozmawiać, gdybyśmy chcieli skupiać się na problemach. Jednak jakoś przypadkowo udało nam się omówić pewne rzeczy na wieczór przed wyjazdem (przy okazji oglądania filmu, kiedy dotykały mnie pewne rzeczy). Wieczór ten nie skończył się miło, ale wyjaśniliśmy sobie kilka kwestii. Wyjechaliśmy z oczyszczonym przedpolem. A na wyjeździe każdy z nas robił to co chciał, żeby odpocząć. Ja czytałam książkę w łóżku, a mój mąż spał. Zycie rozkręcało się wieczorem. Gdyby jednak nie ten wieczór przed, to myślę, że nie zaryzykowałabym rozmowy o drażliwych tematach na wyjeździe.

    #4038

    Naprawianie związku przypomina trochę serwisowanie samochodu, nie jedziemy do mechanika kiedy stanie na środku drogi (raczej już nas odholują), a raczej wtedy, kiedy pali się kontrolka, a najlepiej po przejechaniu któregoś tam tysiąca kilometrów. Ważne żeby nie przegapić drobnych sygnałów, ale raczej takich, że mi się czegoś nie chce już naprawiać, nie pociąga mnie już łóżkowo, nie chce mi się z nim gadać, nie potrafię go zrozumieć. Kiedy to on trzaska drzwiami albo traci kopletnie kontakt z rzeczywistością (dzieci nie widziały i nie rozmawiały z nim od tygodnia, a Ty nie pamiętasz, kiedy ostatni raz szaleliście w pościeli), no to chyba już jest za późno. Religijni mają fajnie, bo dwa razy do roku (niereligijnym wytłumaczę, że w adwencie i w poście) mają rekolekcje, jako dłoń podaną w potrzebie. Czasami nauki dla małżeństw podziałają na nas jak katalizator, bo po momencie wyciszenia i skupienia, można przyjrzeć się na nowo relacji mąż-żona. Dla chętnych albo zdesperowanych dedykowane są rekolekcje wyjazdowe z tematyką małżeńską (kościół do seksu podchodzi już bardziej otwarcie), więc naprawdę można skorzystać. Nawet gdzieś widziałam rekolekcje, które dokładnie traktowały o zakochaniu na nowo.

    #4058

    Do powyższych rad dorzucam widowiska Mistrzowskiej Akademii Miłości, które Mira Jankowska organizuje co miesiąc w Warszawie (http://www.akademia24.pl/) – warto się wspólnie wybrać.
    Polecam też przezabawny i mądry wykład Marka Gungora Przez śmiech do lepszego małżeństwa (Laugh You Way to a Better Marriage) – pokazy są organizowane w różnych miejscach w Warszawie i poza nią. Fragment seminarium Marka Gungora można zobaczyć tu: http://www.youtube.com/watch?v=Wl7gep9f16M.

    #3235

    Miłość jest trochę jak bita śmietana – najlepiej smakuje z lodami. Warto ją łączyć z dodatkami, wówczas nabiera smaku. Znajdźcie w swoim repertuarze czynności coś, co obojgu sprawia ogromną frajdę i zróbcie to RAZEM. Jeśli uwielbiacie obcowanie z naturą, jedźcie na zieloną trawkę. Jeśli kochacie jeść – odwiedźcie dobrą restaurację. Umiłowanie przygód niech stanie się pomysłem na urlopową wyprawę a fascynacja tańcem na gorączkę sobotniej nocy. W łóżku też warto wprowadzić zmianę. Nie jest ważne co i jak zrobicie, ważne byście RAZEM zrobili coś, co oboje lubicie ponad wszystko i by miało to wymiar lekkiego szaleństwa. Niech policzki płoną a dusza śpiewa. Nasz mózg ma tę specyfikę, że chętnie łączy jedno wydarzenie z drugim. Jeżeli połączycie silnie emocjonujące wydarzenie ze wzajemną bliskością, wasze uczucia wskoczą na poziom tych właśnie emocji. To działa jak fetysz. Życzę udanych eksperymentów.

Przedstawiamy1 wpisów (z12 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.