Dzieci i pieniądze

Strona główna » Temat » Dzieci i pieniądze

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Dzieci i pieniądze

Przedstawiamy1 wpisy (z4 całości)
  • Autor
    Wpisy
  • #3214

    Rozmawiając z moimi znajomymi często spotykam się ze twierdzeniami, że swoje dzieci trzeba zabezpieczyć na przyszłość. Trzeba oszczędzać dla nich pieniądze, kupować mieszkania, bo jest to nasz rodzicielski obowiązek. Ja natomiast uważam, że wyposażanie dzieci w kapitał i mieszkanie na start może być bardzo niszczące. Ciekawa jestem Waszych opinii. Czy oszczędzacie dla dzieci? Kupujecie dla nich mieszkania? Chcecie im dać lepszy start finansowy? Gdzie się kończy rodzicielska odpowiedzialność wspierania finansowego?

    #3995

    Bardzo fajny temat 🙂
    To może ja napiszę z doświadczenia swojego, przyjaciółki i kolegi ze szkoły.
    Całe dzieciństwo spędziłam w małym, ale trzypokojowym mieszkanku. Miałam tam swoją przestrzeń, był pokój rodziców i „duży”, w którym głownie siedzieliśmy, jedliśmy i oglądaliśmy telewizję.Zapewniało mi to duże poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Zawsze wracałam do swojego domu, nie zmieniając nigdy adresu. Mieszkanie załatwił rodzicom dziadek, który w tamtych czasach miał znajomości w spółdzielni mieszkaniowej. Nie wiem, co byłoby z nami, gdyby tego nie zrobił. Pamiętam, jak bardzo współczułam koleżance, której mama wynajmowała mieszkanie. Nie wyobrażałam sobie, jak można tak żyć, przerażała mnie wizja przeprowadzek co jakiś czas, zmiany szkoły, koleżanek… Obiecałam sobie wtedy, że nigdy nie zgotuję takiego losu mojemu dziecku. Nie udało się. Rodzice żyli zawsze godnie, ale biednie. Nie stać ich było na to, żeby kupić mieszkanie dla mnie czy dla starszej siostry. Moje zawirowania w życiu sprawiły, że przez najbliższe kilka lat nie mogę wziąć kredytu, aby takie mieszkanie kupić sobie samej, bo zwyczajnie mnie na to w tej chwili nie stać. Dlatego wynajmuję malutkie mieszkanka odkąd moje dziecko skończyło trzy lata. Trzy razy się przeprowadzaliśmy i w najbliższych miesiącach czeka nas kolejna przeprowadzka. Nie zmieniam mu szkoły, staramy się krążyć w obrębie jednej dzielnicy, ale każdą zmianę mieszkania bardzo przeżywa. A mnie serce pęka, bo pamiętam, co kiedyś myślałam o takim życiu. Teraz wiem, że najważniejsze to mieć swój kawałek podłogi, choćby najmniejszy, ale dający poczucie bezpieczeństwa, bo wtedy człowiek da radę ze wszystkim innym. Natomiast jeśli chodzi o zabezpieczenie czysto finansowe w postaci kapitału odłożonego dla dziecka – uważam, że jest to niepotrzebne. Podejrzewam, że mając na koncie pieniądze zaoszczędzone przez rodziców, nie miałabym tak silnej motywacji, którą mam teraz. Pewnie gdzieś umknąłby mi instynkt przetrwania. Tak samo byłoby, gdybym dostała pracę w firmie rodzinnej lub od razu gotowy interes do prowadzenia. Cieszę się, że rodziców nie było stać na takie zabezpieczanie.
    Teraz przyjaciółka. W dwóch malutkich pokojach mieszkała z rodzicami, bratem i siostrą. Parę lat spała z rodzeństwem w jednym łóżku. Zupełny brak własnego kąta i prywatności. Ponieważ była najmłodsza, nie liczyła nawet na to, że mieszkanie może być jej i to w tak szybkim czasie. A jednak 🙂 Brat ułożył sobie życie z kobietą mającą własne M, siostra zaczęła dobrze zarabiać, więc sam kupiła sobie mieszkanie, a rodzice mojej przyjaciółki przeprowadzili się na wieś do domu dziadków, zostawiając jej to malutkie, swoje. Przyjaciółka wyszła za mąż (chłopak przyjechał do Warszawy ze wsi pod Elblągiem i chociaż znalazł pracę, nie miał szans na zakup czegokolwiek swojego), urodziła córeczkę i tak sobie razem żyją w tych dwóch pokojach. Spokojni i szczęśliwi. Gdyby dziewczyna miała w dzieciństwie lżej i łatwiej, nie doceniłaby tego, co ma teraz. W tym przypadku mieszkanie od rodziców okazało się błogosławieństwem.
    Na koniec kolega. Karol pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny. Rodzice z innego miasta wysłali syna do szkoły do Warszawy. Niczego mu nigdy nie brakowało. W dobrej dzielnicy kupili mu duże, trzypokojowe mieszkanie, na koncie pojawiało się stałe kieszonkowe, a pracę dostał w Warszawskiej filii firmy ojca. Stać go było na to, co tylko chciał. Ale Karol nie szanował nikogo i niczego. Nie dbał o mieszkanie, mimo wielu próśb nawet nie starał się pomóc innym. Pamiętam, jak namawialiśmy go do zakupu najtańszej suchej karmy i kilku koców do schroniska dla zwierząt. Wykręcał się jak piskorz. Był żenujący i taki już zostanie. Zepsuty chłopak, który dostał naprawdę wiele, a który kompletnie tego nie szanuje. Tu rodzice popełnili błąd.
    Wszystko zależy właśnie od rodziców. Nawet jeśli są naprawdę majętni, ale mądrzy, pomogą dziecku na starcie. Dadzą wędkę, zamiast gotowej ryby i nauczą się nią posługiwać. Bo o to chyba w tym wszystkim chodzi 🙂

    #3996

    Zgadzam się w 100%, że najważniejsi w tym wszystkim są mądrzy rodzice. Jednak o wiele łatwiej jest wychować dzieci bez nadmiernych dóbr materialnych. Ja też podam przykład mojej koleżanki – najmłodsza córka, oczko w głowie rodziców. Przez całe życie rodzice odkładali na mieszkanie dla niej, bo chcieli zapewnić jak najlepszą przyszłość swoim dzieciom. Efekt obecnie jest taki, że rodzice mieszkają w malutkim mieszkanku i żyją od pierwszego do pierwszego ze skromnych emerytur, a koleżanka sprzedała mieszkanie od rodziców z dużym zyskiem, kupiła kolejne o wiele większe i lepiej wyposażone a na wakacje wyjeżdża zagranicę. Co więcej, uważa, że jej się to wszystko należało i nie widzi nic złego w tym, że obecnie jest tak duża dysproporcja materialna pomiędzy nią a rodzicami. Oczywiście kocha ich i oni ją kochają, ale patrząc z boku na tę sytuację widzę pewnego rodzaju niesprawiedliwość.
    Uważam, że rodzice powinni zapewnić swoim dzieciom dobre wykształcenie i warunki do rozwoju. Po zdobyciu pierwszej pracy, wsparcie finansowe powinno się zakończyć. Młody człowiek nigdy stanie się dojrzały jeżeli sam nie zarobi na swoje mieszkanie i życie. Wg mnie nie może być w życiu młodego człowieka za łatwo. A problemy z mieszkaniami były od zawsze – i w czasach naszych rodziców i teraz :-{

    #3215

    Ja znam jeden przypadek. Mój kolega, bogaty od małego, zawsze miał wszystko co chciał, kiedy chciał, a jak nie mógł to pisk, krzyk, drapanie o ścianę i rodzice ustępowali. Zapraszał kolegów do siebie, kupował im różne rzeczy, każdy go lubił tylko za to jakie dostaje od niego prezenty ;/ Miałem z nim kontakt gdzieś do 18 roku życia. Potem się wyprowadził razem z rodziną, nie wiem gdzie i mało mnie to obchodziło. Jakiś traf chciał, że spotkałem go niedawno na ślubie mojej koleżanki. Z przykrością stwierdzam, że nic się nie zmienił. Popisywał się swoją bryką i tym co posiada, na żadne normalne tematy nie dało się z nim porozmawiać, Obchodziło go tylko to, co kto posiada, jakim jeździ samochodem, czerpał dumę z tego, że jemu powodzi się lepiej i nawet tego nie ukrywał…
    Jeżeli chodzi o moje zdanie na temat „Dzieci i pieniądze”, myślę, że od małego należy uświadamiać nasze pociechy, a raczej uczyć ich „szacunku” do waluty. Podtykanie wszystkiego pod nos, kiedy tylko dziecko czegoś zapragnie jest złym pomysłem. Nauczony tym, że wszystko dostaje zbyt łatwo, bez żadnego wysiłku np. alby tylko się uciszył a rodzic miał spokój na jakiś czas jest złym pomysłem. Tutaj pojawia się też kwestia majątku rodziny…ale to kiedy indziej 🙂

Przedstawiamy1 wpisy (z4 całości)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.