Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

Strona główna » Reply » Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna? Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

#3906

Nie opisujesz dokładnie całej sytuacji swojego dziecka, więc trudno mi się wypowiedzieć, co do słuszności decyzji dyrekcji szkoły. Faktem jest, że statuty szkół niepublicznych pisane są z premedytacją tak, by w razie potrzeby usunięcie ucznia nie było trudne, i jest to odruch instynktu samozachowawczego. Każda szkoła ma w swojej historii dzieci i/lub rodziców, którzy dali się jej we znaki. Z drugiej strony wiem też o wielu przypadkach, gdy część rodziców wywierała presję na dyrekcję lub właściciela, aby usunąć jakiegoś ucznia utrudniającego życie ich dzieciom. I choć serce mi mówi, że takim zakusom należy się z założenia przeciwstawiać, rozum dyktuje kilka „ale”. Na przykład, z punktu widzenia właściciela szkoły prywatnej zagrożenie dla jego biznesu, związane z odejściem większej grupy niezadowolonych, będzie wystarczającym powodem usunięcia kłopotliwego dziecka. Co właścicielowi po biznesie, który padnie? Być może odbierzesz to, co napisałem, jako cyniczne, ale tak wyglądają realia.
Statut mojej szkoły także zawiera bardzo elastyczne klauzule, umożliwiające usunięcie ucznia. Tyle tylko, że istnieje tryb odwoławczy od takiej decyzji do Zarządu Koła STO, które jest organem prowadzącym Szkołę. Zarząd tworzą rodzice, więc, teoretycznie, może on być bardziej skłonny do przyjęcia punktu widzenia rodzica dziecka usuwanego ze szkoły, niż dyrektora.
W praktyce raz zdarzyło mi się usunąć i to dwóch uczniów na raz. Jeden z nich przeszedł u nas całą podstawówkę, drugi przyszedł z zewnątrz, a obaj musieli odejść w pierwszej klasie gimnazjum. „Nasz” uczeń miał bardzo burzliwe sześć lat w szkole podstawowej, drugi przyszedł z marnym świadectwem i obaj zostali przyjęci do gimnazjum warunkowo (jest w statucie taka konstrukcja). Warunku dotyczącego zachowania nie spełnili, więc musieli odejść. Była to trudna decyzja, bo tego długoletniego ucznia bardzo lubiłem i lubię do dzisiaj (zagląda czasami do szkoły i jeżeli chowa urazę, to nie pokazuje tego po sobie), ale był to pierwszy rok istnienia naszego gimnazjum i na szali był jego prestiż i szacunek dla przyjętych założeń ze strony innych dzieci i ich rodziców.
Mam też sporo doświadczeń wskazujących, że daleko idąca wyrozumiałość może okazać się „strzałem w dziesiątkę”. Naprzeciw mojego biurka wisi na ścianie list absolwenta z drugiego rocznika naszych uczniów (kończył jeszcze ósmą klasę, przed reformą gimnazjalną), który po wielu latach napisał do mnie (cytuję z pamięci): „Chciałem Panu podziękować za to, że gdy w pełni zasługiwałem, by wyrzucić mnie ze szkoły, Pan dał mi jeszcze jedną szansę. Myślę, że dzięki temu jestem dzisiaj lepszym człowiekiem”. To dla mnie taki nauczycielski odpowiednik Krzyża Zasługi.
Pamiętam też chłopaka, który chciał sprawdzić, czy wata, którą uszczelniliśmy okna na zimę dobrze się pali i okazało się, że świetnie, a przy okazji framuga, zasłony i wykładzina na podłodze. Dostał sporą pokutę, ale w szkole pozostał. Mniej więcej dziesięć lat później przyszedł akurat w porze jakiegoś zebrania, i po przywitaniu się ze mną pochwalił się, że właśnie studiuje pedagogikę.
Ancymonów w historii szkoły było więcej, ale że „Wychowanie, to ciągłe wybaczanie”, wszyscy oni szkołę ukończyli, a niektórych nawet lepiej i dłużej chowamy w pamięci niż skądinąd naprawdę wspaniałych, wzorowych uczniów.
Kończąc – jeśli czujesz, że w sprawie twojego dziecka spotkała je krzywda, możesz próbować dochodzić w sądzie odszkodowania od właściciela szkoły. Osobiście uważam, że nie warto. Tym bardziej, że dla twojego dziecka ten temat powinien już być definitywnie zamknięty. Cieszcie się razem zadowoleniem ze szkoły publicznej. I już.