Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

Strona główna » Reply » Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna? Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

#3903

To, co nazywasz „chęcią przypodobania się jednym rodzicom” ktoś inny nazwie „liczeniem się ze zdaniem rodziców”. „Ignorancja drugich”, to może być „nie uleganie oszołomom”. Kierowanie szkołą, zresztą także publiczną, to ciągłe lawirowanie pomiędzy często sprzecznymi oczekiwaniami różnych ludzi. Poziom nieufności w społeczeństwie mamy tak wielki, że każdą rzecz, której nie rozumiemy, jesteśmy gotowi nieżyczliwie skomentować. Ponieważ wielokrotnie zdarzyło mi się spotkać rodziców bijących się w piersi z pytaniem: „A co szkoła zrobiła w tej sprawie?” (w domyśle – nic), mam opracowany nawet pewien algorytm wyjaśniania co szkoła robi, kiedy nic nie robi;) .
Żadne kuratorium, ani inna instytucja nie mają mocy sprawczej, by stwierdzić, że jakaś szkoła jest zła – o ile nie dzieją się w niej zdarzenia bezprawne. A jeśli dziecko „w miarę dobrze się uczy, ma dużo zajęć z j. angielskiego i nie narzeka”, to ja nie widzę, co jakakolwiek kontrola miałaby tutaj do zrobienia. Niewidzialna ręka rynku powinna zrobić swoje, a jeżeli nie robi, to dlatego, że jednak ktoś jest z tej szkoły zadowolony i ktoś za nią płaci. Paradoksalnie – bardziej bezkarne w stosunku do popełnianych błędów są szkoły publiczne, bo im chętnych raczej nie zabraknie (choćby z tytułu rejonizacji).
Myślę, że przemawia przez Ciebie żal, ale rozważ, na spokojnie, czy istnieje sensowny powód, dla którego ktokolwiek miałby urzędowo kontrolować ofertę pozalekcyjną szkoły niepublicznej?! Za którą ludzie płacą, dobrowolnie przecież! Taki organ musiałby najpierw zamknąć 30% szkół publicznych, w których oferty pozalekcyjnej nie ma w ogóle, bo nie ma pieniędzy. Takie rozumowanie prowadzi na manowce.
Sześćdziesiąt procent nowych uczniów w naszej szkole mamy z powodu „polecenia szkoły przez znajomych” – tak wyszło w badaniu ankietowym. Dobrą szkołę zawsze ludzie będą sobie polecać, złą – odradzać. I kiedyś szkoły publiczne będą już na tyle dobre, że najgorsze niepubliczne padną. Ale kiedy? Nie wiem. Minister Giertych tak wystraszył społeczeństwo, że chętnych do szkół niepublicznych, nawet marnych, pewnie jeszcze długo nie zabraknie.
Na marginesie napiszę, że istnieje, moim zdaniem, duża sprzeczność, pomiędzy postulowanym zewsząd „uspołecznieniem oświaty”, a potrzebą, by kadra kierownicza szkół potrafiła tworzyć ciekawe, nowatorskie wizje i mogła wprowadzać je w życie. W dobie, kiedy każdy zna się na edukacji lepiej od nauczyciela, niełatwo jest znaleźć w sobie siłę, aby robić coś oryginalnego. A w relacjach nauczyciele-rodzice bardzo brakuje elementarnego szacunku. Co opiszę na koniec przykładem z własnego doświadczenia. Otóż rozmawiałem niedawno z rodzicami, którzy chcieli przenieść syna do mojej szkoły. Zapytałem, co wiedzą o szkole, na co usłyszałem: „Wiemy, że dyrektor jest tutaj kompletnie niereformowalny”.
Byłem dzielny i oko mi nie drgnęło, bo to miał być komplement; uznanie dla mnie, że żadna presja ze strony rodziców nie jest w stanie wymusić na mnie działania, do którego nie jestem przekonany. Ale w duchu, jak to się mówi, szczęka mi opadła. Tak oto współcześnie klient komunikuje się z pokrytym siwizną i zasłużonym dyrektorem szkoły, za którą jest jeszcze gotów płacić. Ja chyba, z szacunku dla własnych pieniędzy, na jego miejscu ugryzłbym się w język.
Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone nadmierne gadulswo, ale faknie jest pisać na forum, gdzie ludzie nie plują jadem i nie docinają sobie wzajemnie.