Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

Strona główna » Reply » Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

Strona główna Działy Dyskusja ogólna Kawiarenka Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna? Reply To: Jaka szkoła: publiczna czy niepubliczna?

#3901

Twój ostatni post potwierdza tylko, że nie ma (i chyba nie może być)jednoznacznej odpowiedzi na tytułowe pytanie wątku, bo odbiór szkoły i tego, co ona oferuje jest subiektywny. Zależy od tego, czego oczekuje rodzic, tego, na co idą pieniądze z czesnego i tego, co ma do zaoferowania szkoła. Muszę przyznać, że sam się zastanawiam, jakim cudem niektóre placówki niepubliczne jeszcze w Warszawie j25kcjonują, skoro w istocie niewiele różnią się od publicznych, ot, starają się być „bardziej”, jak w anegdocie:
„- Czym różni się wróbelek?
– Tym, że ma jedną nóżkę bardziej jak drugą.”
Jednakowoż uogólnienie, że dzieci powyżej trzeciej klasy potrzebują „szerszego grona znajomych, lepszych warunków sportowych, współzawodnictwa z innymi szkołami” nie przekonuje mnie. Są duże szkoły niepubliczne, w których krąg znajomych jest rozległy, warunki sportowe też nie w każdej są złe, a jeśli chodzi o współzawodnictwo z innymi szkołami, to niepubliczne zazwyczaj chyba nawet bardziej się w to angażują.
Myślę, że prawdziwym problemem wielu szkół niepublicznych jest nijakość. Dzisiaj wszyscy oferują „wysoki poziom nauczania” (cokolwiek to oznacza – bo ja nie wiem), skutecznego uczenia języków obcych (z tym już łatwiej), indywidualizacji (ha, to dopiero jest słowo-wytrych!). Więc po co płacić za coś, co oferują wszyscy? A jeżeli już klient płaci, to ma własną wizję spełnienia tych oczekiwań, do której w dzisiejszych czasach bardzo trudno doskoczyć.
Mnie nigdy nie interesowało robienie tego samego, co inni, nawet lepiej. Szkoła niepubliczna dała mi unikalną szansę robienia czegoś oryginalnego. I mam poczucie satysfakcji, choć szkoła, którą kieruję jest o eony odległa od lansowanej dzisiaj wizji dobrej placówki.
Przede wszystkim uczymy dzieci, że to od nich przede wszystkim zależy to, ile i czego się nauczą. Nauczyciel tylko pomaga. Udział w konkursach ograniczamy do absolutnego minimum. Liczba lekcji obowiązkowych jest dokładnie taka sama jak w szkole publicznej, a godziny do dyspozycji dyrektora wykorzystane są na dodatkową godzinę wychowawczą, plastykę, technikę, muzykę, a nie na dodatkowe lekcje polskiego czy matematyki. Pieniądze z czesnego służą, między innymi temu, aby żadna przerwa międzylekcyjna nie była krótsza niż 15 minut, a najdłuższa trwała aż godzinę – w ten sposób codziennie mamy 120 minut na budowanie życia społecznego. Za pieniądze z czesnego zatrudniamy wychowawców – na osobnych etatach (3 osoby), aby byli w szkole ludzie patrzący na dzieci trochę inaczej niż jak na uczniów. No i nie mamy (na razie) ani jednej tablicy multimedialnej!
To o czym napisałem (i jeszcze trochę innych pomysłów) wystarcza, aby zapełnić wszystkie miejsca i żeby nikt z rodziców, poza przypadkami losowymi, nie uważał za wskazane zabrania dziecka po trzeciej klasie.
Choćbym nie wiem jak się starał, w realiach szkoły publicznej nie mógłbym zrealizować większości innowacji, na które przyzwolenie (i pieniądze) dali rodzice w szkole społecznej. Takich szkół – z oryginalnym programem działania – jest w Warszawie więcej. Może po prostu miałaś trochę pecha w swoim wyborze?